Reklama

Barbara Krafftówna. Dama polskiego kina, niezapomniana Felicja z „Jak być kochaną”, kobieta o wielkim sercu i jeszcze większym talencie. Gdy w latach 80. wyruszyła do Stanów Zjednoczonych, nie spodziewała się, że ta podróż stanie się dramatyczną lekcją przetrwania. Straciła męża, została bez środków do życia, a mimo to nigdy nie narzekała.

Barbara Krafftówna i jej wielki sen o Ameryce. Co ją tam naprawdę przyciągnęło?

Choć była gwiazdą polskiego kina, zagrała u Hasa, Munka, Kutza, Barbara Krafftówna wciąż marzyła o czymś więcej. Gdy w 1982 roku otrzymała propozycję zagrania tytułowej roli w sztuce „Matka” Witkacego w Los Angeles, nie wahała się długo. Zostawiła za sobą stabilne życie, scenę Teatru Narodowego i przyjaciół, by zawalczyć o nowe. „Otóż pewnego dnia odebrałam telefon z amerykańskiej Polonii, żebym w Los Angeles zagrała „Matkę" Witkacego. Początkowo potraktowałam to jako kiepski żart, ale kiedy okazało się, że nic z tych rzeczy, nie znalazłam powodu, żeby z propozycji nie skorzystać. Tym bardziej że przez krytykę zostałam oceniona jako modelowa aktorka Witkacego i Gombrowicza", wyznała w rozmowie z portalem nto.pl.

CZYTAJ TEŻ: Gwiazdor „Na dobre i na złe” od 20 lat tworzy szczęśliwe małżeństwo. Zdradził receptę na udany związek. Mało kto wie, kim jest jego ukochana

Barbara Krafftówna
Barbara Krafftówna Wojtalewicz Jarosław/AKPA

Miłość, która przyszła nagle. Historia Arnolda Seidnera i Barbary Krafftówny

Na miejscu poznała Arnolda Seidnera – dyrektora instytutu do spraw emigrantów. Ich relacja szybko przerodziła się w miłość, a później w małżeństwo. Niestety, ich szczęście nie trwało długo – Seidner zmarł nagle w 1986 roku. Aktorka została sama w obcym kraju, bez wsparcia i środków do życia. „Zostałam z niczym. Bez pieniędzy, bez mieszkania i bez znajomości angielskiego", przyznała z gorczą w książce „Krafftówna w krainie czarów" Remigiusza Grzeli.

Jak czas pokazał, w kraju była legendą, zaś w Ameryce anonimową kobietą po sześćdziesiątce. Brak znajomości języka i lokalnych układów zamknął przed nią drzwi do sceny. Ale nie poddała się. Znalazła pracę jako dama do towarzystwa w willi w Pacific Palisades, gdzie miała opiekować się starszą panią, wdową po znanym fizyku.

Barbara Krafftówna, Jadwiga Barańska
Barbara Krafftówna, Jadwiga Barańska Kurnikowski/AKPA

Życie w USA i nowa praca

Nie była to rola aktorska, ale wymagała taktu, kultury osobistej i elokwencji. „Byłam jej 'madame de compagnie'. Miałam podać kawę, zjeść z nią śniadanie, pojechać do teatru albo na koncert. Mimo wieku wciąż była znakomitą pływaczką. Problemem było to, że nie umiałam pływać, a babcia mi się rwała do basenu, więc postanowiłam jednak poćwiczyć, skoro mnie Pan Bóg wysłał do Ameryki, do willi z ogromnym basenem”, opowiadała z uśmiechem na łamach książki.

Z pozoru skromna praca okazała się inspirująca. Starsza pani, którą się opiekowała, prowadziła bogate życie kulturalne i otaczała się intelektualistami. Dwóch jej synów było prawnikami, jeden lekarzem. Rozmowy przy stole przypominały seminaria filozoficzne. Krafftówna znów była w centrum wydarzeń, choć w innej roli niż dotychczas. „To naprawdę nie była uciążliwa praca, toczyłyśmy wspaniałe rozmowy o kulturze. Dwóch synów tej pani było prawnikami, jeden lekarzem. Prawdziwa amerykańska elita”, mówiła.

Zamiast czerwonych dywanów – prywatne koncerty. Zamiast festiwali – intelektualne debaty. Przebywanie wśród elity odrodziło ją duchowo. Z dnia na dzień czuła, że wciąż może się rozwijać – niezależnie od miejsca na świecie.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Gwiazdor serialu "Ojciec Mateusz" w domu rodzinnym mówił głównie po niemiecku. Polskiego uczył się z książek

Barbara Krafftówna, Małgorzata Potocka, 2008 rok
Barbara Krafftówna, Małgorzata Potocka, 2008 rok Gałązka/AKPA

Powrót do korzeni. Dlaczego Barbara Krafftówna zdecydowała się opuścić USA?

Po kilku latach zamieszkała w domu seniora – choć słowo „dom” w polskim rozumieniu było dalekie od rzeczywistości. To było nowoczesne osiedle dla aktywnych seniorów, tuż przy kampusie uniwersyteckim. Krafftówna zaprzyjaźniła się z młodzieżą, chodziła na spektakle, wykłady i koncerty. „Przenosząc tę nazwę na polską rzeczywistość, popełniamy błąd. Nie ma ona nic wspólnego z naszymi domami. Ponieważ spełniałam określone warunki - miałam ukończone 60 lat i pewien status finansowy - mogłam zamieszkać w nowiusieńkim mieszkaniu w nowej kamienicy. [...] Pięć minut moim drobnym kroczkiem dzieliło nas od potężnego kampusu uniwersyteckiego, więc zaroiło się od młodzieży, która się do nas przytulała, wynajmując pokoiki. Wokół powstało pełno sklepów, sklepików, obok działał i dalej działa potężny instytut Braille'a. Barwność i zmienność egzystencji okazała się nie do opisania. Do czego innego się wprowadziłam, w czym innym mieszkałam", zwierzała się w wywiadzie dla portalu nto.pl. „Szczęśliwie mam takie usposobienie, że z wielką serdecznością podchodzę do wszystkich miejsc, do których trafiam, szybko się z nimi oswajam. Musi mi się trafić coś wyjątkowo obskurnego, żeby było inaczej”, mówiła w Onecie.

Z okien jej mieszkania widać było napis „Hollywood”. Symboliczny, ironiczny i... pocieszający. Choć nie zdobyła amerykańskiej sceny, była blisko niej. Tak blisko, jak tylko mogła być – z godnością, bez żalu, z pogodą ducha.

Ostatecznie wróciła do kraju. Najpierw tylko na wakacje, potem na dłużej. W 1998 roku, w wieku 70 lat, zamieszkała na stałe w Warszawie. Znalazła spokój na skwerku, wśród starych kamienic i ogrodów Saskich. „Nie żałuję, że wróciłam. Mało kiedy wracam pamięcią do tamtych czasów. Nie ma wielu aspektów, które przywoływałby wspomnienia i potęgowały tęsknotę. Warszawa to też duże miasto. Żyję w samym środku gąszczu kamienic. Mam tu piękny skwerek i Saski Ogród tuż za oknem. Jeśli w życiu wszystko układa się pozytywnie i człowiek jest zadowolony, to wszędzie mu dobrze, nie ważne, czy to Polska, czy USA”, wspominała.

Nie żyła przeszłością. Nie wspominała z goryczą trudnych lat w USA. Cieszyła się tym, co miała tu i teraz. Barbara Krafftówna zmarła 23 stycznia 2022 roku. Miała 93 lata. Zostawiła po sobie dziesiątki ról, setki wspomnień.

CZYTAJ TEŻ: Zagrał w kultowych produkcjach, jego córka podbija Hollywood. Mało kto wie, że gwiazdor "Rancza" to ojciec Izy Miko. Tak mówili o swojej relacji

Barbara Krafftówna
Barbara Krafftówna Niemiec/AKPA

Authors

Reklama
Reklama
Reklama