Z komedii romantycznej do życiowej katastrofy. Małgorzata Ohme i Joanna Sarapata tylko nam mówią o cenie dorosłości
Czasem jedno doświadczenie zmienia wszystko. Innym razem to długi proces dojrzewania do prawdy o sobie. W rozmowie Małgorzaty Ohme i Joanny Sarapaty wybrzmiewa jedno – kobieca siła rodzi się w momentach próby.

Małgorzata Ohme i Joanna Sarapata w szczerej rozmowie z Beatą Nowicką wracają do momentów, które je ukształtowały – od młodzieńczych iluzji i artystycznych marzeń po bolesne straty i życiowe bankructwo. Opowiadają o wchodzeniu w dorosłość, samotnym macierzyństwie i transformacji, która przychodzi wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone.
Małgorzata Ohme i Joanna Sarapata – szczera rozmowa o życiu. Wywiad VIVA!
– Pamięta Pani swój pierwszy obraz?
Joanna: Pamiętam aurę. Byłam małą, może sześcioletnią dziewczynką, kiedy zaczęłam malować. Lubiłam przebywać we własnym świecie. Mama opowiadała, że zamykałam się w swoim pokoju i malowałam. Miałam bujną wyobraźnię. Opowiadałam rodzicom niestworzone historie, a oni zastanawiali się, z jakiej jestem planety. Nigdy nie powiedzieli, że kłamię albo wymyślam, tylko słuchali. Nie podcinali mi skrzydeł, pozwalali „latać”. Picasso powiedział kiedyś: „Wszystko, co możesz sobie wyobrazić, jest prawdziwe”. Moja wyobraźnia nie miała granic. Na ścianie w salonie wisi portret mojej mamy pracującej w ogrodzie, namalowałam go w wieku 18–19 lat. Kiedy dzisiaj na niego patrzę, myślę, że miałam dobrą kreskę. I bardzo mocną. Czyli już wtedy musiałam mieć silny charakter.
– W dorosłe życie obie weszłyście na fali pragnień, marzeń, ambicji…
Małgorzata: Ja raczej na fali iluzji na swój temat. Nie miałam jeszcze narzędzi, żeby wiedzieć, kim jestem. W związku z tym w wieku 20 lat, będąc dzieckiem udającym dorosłą osobę, wyszłam za mąż i urodziłam syna i córkę. Dziś taki pomysł nie wpadłby mi do głowy. Wtedy przez wiele lat zajmowałam się moją mamą, więc uważałam się za odpowiedzialną i dojrzałą. Zakochałam się w swoim profesorze. Nie oceniam tego negatywnie, bo w tamtym czasie nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Żyłam w czarodziejskiej bańce. Mam wrażenie, że przyszłam z komedii romantycznej.

– Ładne! Pani w wieku 18 lat wyjechała do Paryża.
Joanna: Weszłam w dorosłość w momencie, kiedy rodzice wsadzili mnie do samolotu i poleciałam w nieznane. Grzeczna dziewczynka z komunistycznego kraju, z dobrego, ciepłego domu, w którym wszystko kręciło się wokół mnie i mojej pasji. Paryż mnie wyrzeźbił. Stworzył ze mnie kobietę. Obserwując Francuzki, uczyłam się, jak się ubierać, poruszać, jak dobierać perfumy. Uczęszczałam do École Nationale Supérieure des Beaux-Arts, profesorowie mieli na mnie ogromny wpływ. Piękno Paryża odcisnęło się również na mojej sztuce. To była szkoła kobiecości i prawdziwego życia. Marzyłam, żeby kogoś poznać, założyć rodzinę, stworzyć dom. Zbudować poczucie bezpieczeństwa, zachowując przy tym otwartość, naiwność dziecka. I tak było aż do 2000 roku, kiedy zaczął się najgorszy okres w moim życiu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
– Graniczne doświadczenie potrafi na nowo zdefiniować nasze życie.
Małgorzata: Nie wierzę w pojedyncze wydarzenia. Myślę, że to jest proces mniejszych lub większych transformacji, które przechodzimy pod wpływem różnych przeżyć. W moim życiu to było rozstanie z mężem, śmierć mamy. Trzeba wykonać ogromną pracę wewnętrzną, żeby ruszyć dalej.
Joanna: Każde przeżycie kształtuje, jeśli potrafimy wyciągnąć z niego wnioski i je zrozumieć. W przeciwieństwie do Gosi wierzę w siłę pojedynczych zdarzeń. Kiedy przez nieuczciwego agenta straciłam cały majątek, znalazłam się właściwie na ulicy, z dwójką dzieci. Najważniejsze było przetrwanie. Byłam sama, musiałam w sobie znaleźć siłę matki, kobiety, człowieka. W sytuacji beznadziejnej trzeba skupić się na tym, jak z niej wyjść. Dopiero wtedy zrozumiałam, co to znaczy cierpliwość i pokora. Nauczyłam się prosić o pomoc. Jeżeli nie poprosisz, nie dostaniesz. Minął rok, zanim ponownie stanęłam na nogi. To był czas transformacji. Doświadczenie, które kompletnie mnie zmieniło. Kiedyś usłyszałam, że „jedyne, co jest stałe w życiu, to zmiana”, ale długo uważałam, że ludzie się nie zmieniają. Myliłam się. Cenię spotkania z ludźmi mądrymi, którzy coś przeżyli, bo oni naprawdę wiedzą…
Cała rozmowa do przeczytania w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 12 lutego.
- TYLKO W VIVA.PL: Druga połowa życia bez złudzeń. Małgorzata Ohme i Joanna Sarapata tylko nam mówią wprost o kobiecej sile
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.