Reklama

Czerwony dywan Grammy od zawsze był miejscem olśniewających kreacji, modowych eksperymentów i spektakularnych wejść. Tym razem jednak uwagę mediów i publiczności przyciągnęły nie tylko cekiny, ale... polityczne przypinki z napisem „ICE OUT". W dobie powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu, największe nazwiska świata muzyki postanowiły głośno wyrazić swój sprzeciw wobec działań amerykańskich służb imigracyjnych ICE.

Billie Eilish, Bad Bunny, Olivia Dean, Justin i Hailey Bieberowie. Tak gwiazdy protestowały podczas Grammy

Billie Eilish, laureatka Grammy za poruszający utwór „Wildflower”, nie tylko olśniła stylizacją, ale również postawiła mocny akcent polityczny. Jej przypinka „ICE OUT” nie pozostawiała wątpliwości. Na scenie dodała: „Nikt nie może być nielegalny na ziemi, która została komuś odebrana”, grzmiała. „Naprawdę trudno teraz stwierdzić, co należy powiedzieć i co zrobić. Po prostu musimy dalej walczyć, zabierać głos i protestować", dodała. Publiczność odpowiedziała owacjami na stojąco.

FINNEAS, Billie Eilish
FINNEAS, Billie Eilish Frazer Harrison/Getty Images

Równie symboliczna była obecność Justina i Hailey Bieberów, którzy zazwyczaj nie angażują się politycznie. Tym razem ich stylizacje zawierały subtelne, ale czytelne przesłanie. Ich przypinki „ICE OUT” mówiły same za siebie. To właśnie taka jedność na czerwonym dywanie nadała wydarzeniu wyjątkowy ton.

Justin Bieber, Hailey Bieber
Justin Bieber, Hailey Bieber Gilbert Flores/Billboard via Getty Images

Gdy na scenę wszedł Bad Bunny, odbierający statuetkę za najlepszy album, wszyscy wiedzieli, że jego słowa nie przejdą bez echa. Przemowa odnosiła się do korzeni uwielbianego wokalisty. „Zanim podziękuję Bogu, powiem jedno: ICE, wynoście się. Nie jesteśmy dzikusami, nie jesteśmy zwierzętami, nie jesteśmy obcymi. Jesteśmy ludźmi i jesteśmy Amerykanami", powiedział portorykański piosenkarz.

Bad Bunny
Bad Bunny Gilbert Flores/Billboard via Getty Images

Olivia Dean, uhonorowana tytułem najlepszej nowej artystki, nawiązała do swoich imigranckich korzeni. Jej emocjonalne wystąpienie było jednym z najczęściej cytowanych fragmentów wieczoru: „Jestem tutaj jako wnuczka imigrantki", wyznała. „Jestem owocem odwagi i uważam, że ci ludzie zasługują na uznanie. Bez siebie jesteśmy niczym”, skwitowała.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Po wielu latach wrócił na scenę, ale nie tego oczekiwano. Zachowanie Justina Biebera znów zaniepokoiło fanów

Olivia Dean
Olivia Dean Jeff Kravitz/FilmMagic

Skandal po żarcie Trevora Noaha – Trump grozi pozwem

Na gali nie zabrakło także innych twarzy znanych z zaangażowania społecznego. Jason Isbell, Margo Price, Kehlani, Rhiannon Giddens. Każdy z nich w unikalny sposób zamanifestował swoje stanowisko. Jednak to Justin Vernon z zespołu Bon Iver przykuł szczególną uwagę mediów. Artysta przyniósł ze sobą... gwizdek – symbol wsparcia dla osób dokumentujących działania ICE w Minneapolis.

Gala Grammy nie byłaby sobą bez ostrych żartów prowadzącego. Trevor Noah, który poprowadził galę po raz szósty i ostatni, posunął się o krok dalej. W żartobliwym tonie zasugerował, że Donald Trump i Bill Clinton chętnie odwiedziliby nieistniejącą już wyspę Jeffreya Epsteina. Prowadzący wyznał, że Trump chce Grenlandii, bo wyspa Epsteina jest już zajęta. Potrzebuje więc nowej, żeby spędzać czas z Billem Clintonem.

Odpowiedź Trumpa była natychmiastowa i wyjątkowo ostra. Na swojej platformie Truth Social prezydent USA nazwał galę „śmieciową”, Noaha „totalnym przegrywem”, a żart – „kłamliwym oskarżeniem”. Prezydent zapowiedział pozew.

Grammy 2026 przejdzie do historii jako gala pełna odwagi, sprzeciwu i wyrazistych postaw. W czasach politycznej polaryzacji gwiazdy nie milczą – mówią, protestują, działają. A choć nie każdemu się to podoba, jedno jest pewne: ich głos został usłyszany.

CZYTAJ TEŻ: O jej wpadce huczy dziś cały świat. Ta pomyłka Cher podczas rozdania nagród Grammy zelektryzowała internautów

Donald Trump
Donald Trump Alex Wong/Getty Images

Authors

Reklama
Reklama
Reklama