„Film urwał się całkowicie”. Agnieszka Hyży ujawnia swoją historię i ostrzega przed nią innych
Agnieszka Hyży opublikowała na Instagramie długi i bardzo osobisty wpis, w którym ujawniła, że kilka lat temu padła ofiarą pigułki gwałtu. Do zdarzenia doszło w katowickim klubie podczas spotkania z przyjaciółmi z liceum. Jedna szklanka coli pozostawiona na barze wystarczyła, by świat „urwał się całkowicie”, a ona trafiła na pogotowie i do szpitala.

Agnieszka Hyży zdecydowała się opowiedzieć historię, do której wracała przez lata w milczeniu. W osobistym wpisie opublikowanym na Instagramie prezenterka ujawniła, że kilka lat temu w katowickim klubie padła ofiarą pigułki gwałtu. Jedna szklanka coli pozostawiona na barze wystarczyła, by straciła kontrolę nad ciałem i pamięcią, trafiła na pogotowie i obudziła się dopiero wiele godzin później pod opieką bliskich.
Agnieszka Hyży pigułka gwałtu – relacja z katowickiego klubu
Prezenterka opisała, że tamtego wieczoru spotkała się ze znajomymi z liceum w swoim rodzinnym mieście. Był to katowicki klub, tłum ludzi i znajome twarze. Plan był prosty – wyjść tylko na chwilę. Następnego dnia o 7 rano miała pociąg do Warszawy, pracę i obowiązki. Z rodzicami była umówiona, że do północy wróci do domu.
Agnieszka Hyży podkreśliła, że nie piła alkoholu. Zamówiła colę i w pewnym momencie postawiła swoją szklankę na barze. Jak sama napisała, to nie była „impreza życia”, a jedna chwila nieuwagi. „To nie alkohol. Nie impreza życia. Jedna szklanka coli zostawiona na barze”.
„Film urwał się całkowicie”. Co wydarzyło się kilka minut później
Kilka minut po sięgnięciu po napój świat zaczął wirować, a ciało przestało ją słuchać. Prezenterka zaznaczyła, że reakcja była nagła i niepokojąca. „Kilka minut później świat zaczął wirować, ciało przestało słuchać, a film… urwał się całkowicie”.
Agnieszka Hyży pamięta, że nie było jeszcze 23, gdy wzięła torebkę i postanowiła iść do łazienki. Chciała ochlapać twarz wodą i zamówić taxi. Zamknęła się w toalecie – i w tym momencie jej wspomnienia się kończą. Później nie była w stanie odebrać telefonu od rodziców ani znajomych, którzy przez kilka godzin próbowali się z nią skontaktować.
Pogotowie i szpital. „Wszystko pamiętam jak przez mgłę”
Rodzice przyjechali po Agnieszkę Hyży i zawieźli ją na pogotowie. Sama prezenterka podkreśliła, że tamte chwile są dla niej nieostre i fragmentaryczne. „Pogotowie, szpital, wszystko pamiętam jak przez mgłę. Obudziłam się dopiero wiele godzin później, już pod opieką bliskich”.
W relacji pojawia się również opis sytuacji, do której doszło na pogotowiu. Jak napisała, lekarka miała zwrócić się do jej matki słowami, które do dziś są dla rodziny bolesne. „Lekarka patrzy mojej mamie w oczy i mówi, że jestem naćpana”.
Pomoc była niewielka. Rodzina została odesłana do szpitala, a następnego dnia, po konsultacjach ze znajomymi lekarzami, zabrała Agnieszkę Hyży na własne żądanie do domu.

Pierwsze 24 godziny i zapach, który zapamiętali bliscy
Prezenterka opisała, że pierwsze 24 godziny po zdarzeniu praktycznie przespała. Budziło ją jedynie picie wody. Jej mama do dziś wspomina zapach pokoju, jakby „chemia wychodziła z niej każdą komórką ciała”. Po 48 godzinach sama czuła na skórze ostry, octowy zapach, który próbowała zmyć pod prysznicem przez długi czas.
Agnieszka Hyży zaznaczyła, że miała ogromne szczęście. Jak napisała wprost, wiele osób, które znalazły się w podobnej sytuacji, go nie miało.
Dlaczego wykrycie sprawcy jest tak trudne
W dalszej części wpisu prezenterka zwróciła uwagę na problem wykrycia sprawców takich zdarzeń. Podkreśliła, że substancje używane w takich przypadkach bardzo szybko znikają z organizmu. „Substancje znikają z organizmu szybko, dowody przepadają, a wiele historii nigdy nie trafia do statystyk”.
Do opisania swojej historii wróciła po rozmowie w programie „Halo tu Polsat”, gdzie spotkała kobietę z niemal identycznymi doświadczeniami. Słuchając jej relacji, miała wrażenie, jakby słyszała własną historię sprzed lat.
Mocny apel Agnieszki Hyży do odbiorców
Na zakończenie Agnieszka Hyży zwróciła się bezpośrednio do odbiorców, przypominając, że takie sytuacje mogą spotkać każdego. Jej apel był jednoznaczny i zapisany wielkimi literami: „NIE ZOSTAWIAJ SZKLANKI BEZ OPIEKI. PIJ TYLKO TO, CO OTWIERASZ PRZY SOBIE. NIE MYŚL ‘MNIE TO NIE DOTYCZY’”.
Jak zaznaczyła, jeśli jej historia sprawi, że choć jedna osoba wróci bezpiecznie do domu, było warto ją opowiedzieć.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.