Reklama

Mijają ponad dwa lata od dnia, który zadał jej ogromny cios. Sylwia Peretti nosi w sercu niewyobrażalny ból po stracie ukochanego syna. Celebrytka zamieściła w mediach społecznościowych poruszające wyznanie. Wspomina o wierze, relacji z Bogiem i o bólu straty. „Usiadłam w ciszy i powiedziałam Ci to wprost. Że jestem na Ciebie obrażona. Że boli. Że nie rozumiem”, rozpoczęła.

Odszedł zbyt szybko. Sylwia Peretti straciła ukochanego syna

15 lipca 2023 roku. Kraków stał się miejscem niewyobrażalnej tragedii, która na zawsze odmieniła życie Sylwii Peretti. W wypadku samochodowym zginęły cztery osoby. Jedną z ofiar był 24-letni syn celebrytki, znanej z programu „Królowe życia”. Według ustaleń Prokuratury Okręgowej Patryk prowadził samochód pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie stracił panowanie nad pojazdem, co zakończyło się tragicznym w skutkach wypadkiem.

Dla Sylwii Peretti czas po stracie syna to nie tylko niekończąca się żałoba. Świat, który znała, runął jak domek z kart. Niemal całkowicie wycofała się z życia publicznego. Dziś, jeśli publikuje coś w sieci, to są to czarno-białe zdjęcia, przepełnione ciszą, refleksją, zadumą... Matczyna tęsknota nie gaśnie. A przemyślenia, którymi dzieli się z obserwatorami poruszają do głębi.

Czytaj też: To, co Peretti napisała po śmierci Jacka, chwyta za serce. Ten jeden telefon od niego zapadł jej w pamięć

Sylwia Peretti, Viva! 20/2023
Fot. Olga Majrowska

Sylwia Peretti o bólu i wierze

Na początku roku Sylwia Peretti opublikowała wyjątkowy wpis na InstaStories. W relacji udostępniła zdjęcie z kościoła oraz długi, poruszający tekst. „1.01.2026. Usiadłam w ciszy i powiedziałam Ci to wprost. Że jestem na Ciebie obrażona. Że boli. Że nie rozumiem”, rozpoczęła.

W swoich słowach opisała żal, gniew i samotność, z jakimi zmaga się każdego dnia. „Przyszłam nie dlatego, że było mi łatwo. Przyszłam, bo było mi trudno. Bo kiedy wszystko we mnie krzyczało, że już nie chcę, coś bardzo cichego szeptało: idź. Więc przyszłam cię odwiedzić. Nie po cuda. Po prawdę. Powiedziałam Ci, że mam żal. Że czuję się opuszczona. Że są dni, w których nie umiem się modlić, a jedyne co potrafię, to siedzieć i oddychać”, pisała.

Czytaj też: Gwyneth Paltrow wraca na ekran w wielkim stylu i kradnie show Chalametowi. Ten film to aktorski majstersztyk

W dalszej części wyznania Sylwia Peretti zaznaczyła, że jej wizyta w kościele nie była aktem pogodzenia się z losem. To nie była idealna modlitwa – to była surowa prawda zranionej kobiety, która przyszła w milczeniu po prawdę.

Wzruszające wyznanie kończy się refleksją, która rozdziera serce: „Nie klęczałam idealnie. Nie mówiłam pięknych słów. Byłam sobą - zmęczoną, poranioną, niegotową na zgodę. I wiesz co? Nie przyszłam dziś dać Tobie szansy. Przyszłam dać ją sobie. Bo może wiara nie zawsze jest ufnością. Może czasem jest tylko decyzją, żeby jeszcze raz wejść do środka i sprawdzić, czy mimo wszystko nadal tu jesteś. Dziś nie wszystko zostało naprawione, ale przyszłam, a to już coś”.

Choć czas płynie, ból nie mija. Sylwia Peretti wciąż nosi w sobie tę samą, przeszywającą tęsknotę. Jej wpis staje się pomostem między ciszą a nadzieją. To nie jest historia o końcu żałoby, lecz o odwadze, by mimo wszystko wstać, pójść i jeszcze raz spróbować uwierzyć.

Poruszający wpis Sylwi Peretti
Poruszający wpis Sylwi Peretti InstaStories Sylwii Peretti @sylwia_peretti screen za Plejada.pl
Reklama
Reklama
Reklama