Reklama

Billy Joel zawsze uwielbiał zaskakiwać swoich fanów. W przeszłości często zdarzało się, że pojawiał się na koncertach zaprzyjaźnionych artystów, by zaśpiewać z nimi kilka piosenek albo wykonać któryś ze swoich przebojów. Właśnie ten sposób wybrał, by powrócić na scenę po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej poważną chorobą. 2 stycznia 76-letni artysta wyszedł na scenę podczas koncertu zespołu Turnstiles, który wykonuje jego piosenki. Muzyk, owacyjnie witany przez fanów, zaśpiewał swoje dwa hity, "We Didn't Start the Fire" oraz "Big Shot".

Koncerty odwołane z powodu rzadkiej choroby

Entuzjastyczna reakcja fanów jest zrozumiała. Mało kto wierzył bowiem w to, że piosenkarz wróci jeszcze do koncertowania. W maju ubiegłego artysta odwołał wszystkie występy zaplanowane aż do lipca tego roku. W specjalnym oświadczeniu na Instagramie wyjawił, że zdiagnozowano u niego wodogłowie normotensyjne – chorobę mózgu, która powoduje problemy z równowagą, słuchem i wzrokiem. "Jest mi naprawdę przykro, że rozczarowuję moją publiczność. (...) Nie mogę się doczekać, kiedy znów stanę na scenie. Moim priorytetem jednak jest teraz zdrowie" — napisał wówczas.

Czytaj także: Milknie legenda. Billy Joel w cieniu poważnej diagnozy – kulisy dramatu, o którym nikt nie chciał mówić

Niedługo później w jednym z wywiadów artysta uspokajał fanów, że jego choroba nie jest groźna, a jedyną jej konsekwencją jest to, że trudno mu utrzymać równowagę. Ale inne wiadomości nie były tak optymistyczne. W sierpniu artysta poinformował, że z powodu stanu zdrowia zamyka swój kultowy sklep 20th Century Cycles na Long Island i wystawić na sprzedaż ponad 70 motocykli ze swojej prywatnej kolekcji. Dla fanów był to sygnał, że sytuacja jest poważna i muzyk nieprędko wróci do występów na żywo.

Billy Joel i Sting na koncercie w Indianapolis w lutym 2025 r.
Billy Joel i Sting na koncercie w Indianapolis w lutym 2025 r. Myrna M. Suarez/Getty Images for ABA

Koncert, na którym Joel pojawił się na chwilę, może dawać nadzieję, że wielomiesięczna rehabilitacja przynosi efekty i jego stan zdrowia się poprawia. Nagranie z występu pokazuje jednak, że powrót do formy zajmie mu jeszcze sporo czasu. Muzyk wciąż ma problemy z równowagą, na scenę wszedł, podpierając się laską, a asystentka trzymała go za rękę, pilnując, by nie upadł. Gdy jednak usiadł do pianina, natychmiast pokazał, że granie i śpiewanie nie sprawia mu najmniejszego problemu. Czy to oznacza, że twórca takich hitów, jak „Uptown Girl” czy „Piano Man” wkrótce na dobre wróci do koncertowania? Raczej nie. Muzyk ze sceny żartował, że jego występ na Florydzie był efektem spontanicznej akcji, bo on sam go nie planował. Nie ogłosił też póki co kolejnych koncertów.

Reklama
Reklama
Reklama