„Nie zachorowałam, nic mi nie dokuczyło zdrowotnie". Irena Santor z wdzięcznością o minionym roku i nowych projektach
Jej słowa w studiu „Dzień Dobry TVN" poruszyły tysiące fanów. 91-letnia legenda estrady, Irena Santor, właśnie zamknęła wyjątkowy rozdział życia… by otworzyć kolejny. O czym opowiedziała i dlaczego ten rok był dla niej tak ważny?

Irena Santor to niekwestionowana dama polskiej sceny muzycznej. Choć w 2025 roku świętowała swoje 91. urodziny, nie zwalnia tempa. Artystka pojawiła się w programie „Dzień Dobry TVN", gdzie opowiedziała o kulisach pracy estradowej, swoich muzycznych początkach oraz premierze nowej płyty pt. „Zakochana w śnie”. W rozmowie z Ewą Drzyzgą i Krzysztofem Skórzyńskim nie zabrakło wspomnień, refleksji i... ogromnej dawki emocji.
Nowa płyta i powrót do przeszłości
Choć od dekad uchodzi za inspirację dla kolejnych pokoleń artystów, sama uważa, że nie należy się na niej wzorować. „Ja nie jestem do naśladowania, broń Boże. Mam swoje przywary, ułomności. Każdy powinien mieć swoje własne przywary i zalety, na nikogo się nie powoływać. Ale w świecie zawodowym ikony istnieją. Są po to, by chcieć być w takiej kondycji jak one, w takiej formie, mieć tyle do powiedzenia", powiedziała szczerze.
Rok 2025 przyniósł nie tylko jubileusz, ale także nowy album – „Zakochana w śnie”. To muzyczny powrót do utworów nagranych z Janem Ptaszynem Wróblewskim, które odnaleziono w archiwum Polskiego Radia. „Ja się po pierwsze zdziwiłam, że one są, bo zapomniałam o tym. Kiedy już się okazało, że są, to pomyślałam sobie, że trzeba je ocenić, w jakiej są kondycji i jak się mają do dzisiejszych czasów. Stwierdziłam, że nieźle. To były dla mojego zawodu bardzo dobre czasy, bo wielcy kompozytorzy, literaci, poeci pisali piosenki. Te utwory miały od razu duże znaczenie", wyznała.
CZYTAJ TEŻ: Piaseczny wzruszył fanów, ten gest mówi więcej niż tysiąc słów. Tak świętował urodziny z ukochaną mamą

Do piosenki „Bo gdy zima w Warszawie” powstał wzruszający teledysk. Jak zdradziła artystka, pomysłodawcą był Grzegorz Wasowski, muzykę skomponował Michał Jurkiewicz, a aktorsko i tanecznie błyszczała w nim Iza Szafrańska. „Dostałam ten prezent od Grzegorza Wasowskiego, bo to on był inicjatorem. Potem muzykę napisał Michał Jurkiewicz. Taką bardzo przyswajalną w tym sensie, że łatwą do powtórzenia. Państwo mogą zapamiętać tę piosenkę, na czym, przyznaję, mi bardzo zależało. (...) Aktorsko wykazała się Iza, tańczyła bardzo pięknie. To ona była inicjatorką tego, żeby to wyglądało tak młodo, tak ładnie, żebym mogła się do tego trochę dostosować, że tak było kiedyś ze mną. To jest teledysk trochę o mnie, jak było dawniej, a potem jak to jest dzisiaj z perspektywy. To były ładne i dobre czasy, o których mówimy teraz, z Ptaszynem Wróblewskim", podkreśliła z nostalgią.
Irena Santor wyznała, że scena nigdy nie była dla niej formą autoprezentacji – to zawód wymagający pełnego oddania. „Ważne, żeby ta prywatność została w domu, a scena to jest zawód. Ja wychodzę na scenę w jakiejś sprawie. To jest aktorstwo. To, co jest w domu, to jest osobna sprawa. Dlatego uważam, że bycie estradowcem to jest zawód, a nie zajęcie", przyznała. Po koncertach starała się wracać do normalności i oddzielać życie prywatne od zawodowego. „Byłam prywatną osobą, ja to oddzielałam. Nie przenosiłam emocji estradowych do domu. Nie jestem dobrą gospodynią. Jestem raczej zawodową osobą, ja lubię swój zawód. On mnie bardzo fatyguje, ale to jest ciekawe, to bycie co chwilę kimś innym. Mam do zaproponowania inne emocje w piosenkach. Przecież czasem śpiewam, że jest mi smutno, a czasem jestem pełna dynamitu. Jeżeli to się okaże na scenie, to dobrze, to w domu mogę robić albo porządek, albo się lenić, albo pójść po zakupy", dodała z uśmiechem.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

Rok pełen zdrowia, muzyki i wdzięczności
2025 rok był dla artystki pełen pozytywnych wydarzeń. „Ten rok, który minął, był dla mnie bardzo dobry. Taki pozytywny w każdym sensie tego słowa, bo nie zachorowałam, nic mi nie dokuczyło zdrowotnie", podkreśliła z wdzięcznością. Dostała również propozycję udziału w koncercie od młodego zespołu Polyphonics, który przygotował dla niej wyjątkowy występ i zaprosił ją w muzyczną podróż. "Młodzi ludzie zaproponowali mi udział w koncercie. Sami wymyślili go dla mnie, z mojego repertuaru. Oni się nazywają Polyphonics. I jeszcze zaproponowali, żebym pojechała z nimi w podróż", podsumowała.
Na zakończenie wywiadu Irena Santor otrzymała bukiet kwiatów, a prowadzącym podziękowała z ogromnym wzruszeniem. "Pani Ewo, dziękuję, ja się cieszę, że z panią rozmawiam, bardzo. Od dawna pani kibicuję i to serdecznie pani kibicuję", powiedziała, zostawiając widzów z ciepłem w sercu.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Doda krytykuje zachwyt nad Stingiem: „Kompleks Zachodu trwa od 20 lat”
