Nieznane szczegóły ostatnich dni Kory. Kamil Sipowicz nigdy o tym nie mówił: "Mam do siebie pretensje"
W szczerym wywiadzie Michała Misiorka dla Plejady Kamil Sipowicz wraca do ostatnich dni Kory i mówi o czymś, co wciąż w nim pracuje. Przyznaje, że nie zdążył się z nią pożegnać. Opowiada o agresji pod koniec choroby i o decyzji, która dziś jest jego największym żalem.

W wywiadzie Michała Misiorka dla Plejady Kamil Sipowicz, wdowiec po Korze, wraca pamięcią do czasu jej ciężkiej choroby i ostatnich dni życia. Artystka przez pięć lat walczyła o życie, przechodząc leczenie w kilku szpitalach w całej Polsce. Dziś Sipowicz mówi nie tylko o tej dramatycznej walce, ale przede wszystkim o momencie, który do dziś nie daje mu spokoju — o braku pożegnania. Przyznaje wprost, że ma do siebie pretensje, bo choć organizował wszystko i czuwał nad leczeniem, nie był obok niej wtedy, gdy odchodziła.
Ostatnie dni Kory: „Pod koniec życia była wobec mnie bardzo agresywna”
W rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady Kamil Sipowicz po raz pierwszy tak otwarcie mówi o tym, jak wyglądały ostatnie dni Kory. Nie unika trudnych słów.
— Mam do siebie pretensje, że nie zdążyłem pożegnać się z Korą. Pod koniec życia była wobec mnie bardzo agresywna. Prosiłem naszych przyjaciół, by byli przy niej. Ja starałem się schodzić z jej pola widzenia, żeby jej nie denerwować. Wszystkim zarządzałem, wszystko organizowałem, ale nie byłem obok niej. Żałuję, że się nie pożegnaliśmy.
To wyznanie stanowi najmocniejszy fragment rozmowy. Sipowicz podkreśla, że był odpowiedzialny za organizację wszystkiego wokół – leczenia, formalności, codziennych spraw – ale w decydującym momencie nie stał przy niej. Dziś właśnie to wraca do niego najmocniej.
Ostatnia rozmowa, której nie zamknęło pożegnanie
W wywiadzie Michała Misiorka dla Plejady pada pytanie o ostatnią rozmowę z Korą. Sipowicz odpowiada bez wahania: "Pamiętam. Opowiadała mi o swoich przygodach z różnymi mężczyznami. O wszystkich wcześniej wiedziałem, więc nie robiło to na mnie wrażenia. Mam jednak do siebie pretensje, że nie zdążyłem pożegnać się z Korą".
W tym fragmencie wyraźnie wybrzmiewa to samo zdanie — „mam do siebie pretensje”. Ostatnie dni Kory nie zakończyły się symbolicznym domknięciem. Nie było słów, które stawiałyby kropkę. To poczucie niedokończenia pozostaje w nim do dziś.

Czy Kora wiedziała, że to jej ostatnie dni?
W rozmowie dla Plejady Sipowicz zastanawia się także nad świadomością odchodzenia. Mówi o granicznym doświadczeniu, w którym człowiek jednocześnie wie i nie chce wiedzieć. "Myślę, że w takich granicznych momentach człowiek z jednej strony wie, że zaraz umrze, ale z drugiej — trudno mu sobie to wyobrazić, więc liczy, że jednak będzie żył. Kora w ostatnich dniach swojego życia nie miała już jasnego umysłu. Tydzień przed śmiercią jej stan się poprawił, czuła się bardzo szczęśliwa. Aż wstyd jej było z tego powodu".
Z jego słów wynika, że ostatnie dni Kory były czasem skrajnych emocji i zmiennego stanu zdrowia. Poprawa na tydzień przed śmiercią dawała chwilę oddechu, jednak finał choroby nastąpił szybko.
Sipowicz przypomina, że diagnoza brzmiała: nowotwór czwartego stopnia, a walka trwała pięć lat. W tym czasie były trzy operacje, chemie i naświetlania, a Kora leżała – jak mówi – „chyba w pięciu szpitalach w całej Polsce”. Ostatecznie jednak, jak podkreśla, „ostatni etap jej choroby postępował już błyskawicznie”.
„Przez pierwsze trzy lata odczuwałem jej obecność”
Wywiad Michała Misiorka dla Plejady nie kończy się na wspomnieniu ostatnich dni. Sipowicz mówi także o tym, co działo się później. "Ostatnio Kora się ode mnie oddaliła, odleciała w jakieś dalsze rejony. Przez pierwsze trzy lata od jej śmierci bardzo wyraźnie odczuwałem jej obecność. Komunikowała się ze mną przez samochód, telewizor czy zwierzęta".
To doświadczenie – jak wynika z rozmowy – było dla niego realne i intensywne. Dziś mówi, że ta obecność jest słabsza, jakby bardziej odległa.
Żal, który nie mija
Cały wątek ostatnich dni Kory we wspominanym wywiadzie spina jedno zdanie: „Mam do siebie pretensje”. Sipowicz nie ukrywa, że mimo upływu czasu wciąż analizuje tamte decyzje.
Podkreśla, że organizował wszystko, zarządzał, dbał o formalności i leczenie. Ale w kluczowym momencie nie był obok niej. I właśnie to — brak pożegnania — stało się dla niego najtrudniejszym elementem żałoby.
Ostatnie dni Kory, jak wynika z jego relacji, nie były sceną symbolicznego zamknięcia. Były czasem napięcia, choroby, zmiennej świadomości i decyzji podejmowanych w poczuciu odpowiedzialności. Dziś Sipowicz mówi o nich wprost — bez upiększeń i bez prób łagodzenia słów.


Źródło: Wywiad Michała Misiorka z Kamilem Sipowiczem dla Plejady, 23 lutego 2026 r.