Sąd nie miał wątpliwości. Tak zakończyła się sprawa gróźb wobec Jerzego Owsiaka. Padł wyrok
Sąd Rejonowy w Toruniu wydał wyrok wobec 67‑letniej kobiety, która w internecie skierowała do Jerzego Owsiaka wpis zawierający groźby. W decyzji sądu uwzględniono kwalifikację prawną oraz środki karne i zakazy. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, a obrona zapowiedziała apelację.

Wpis opublikowany przez 67-letnią mieszkankę województwa kujawsko-pomorskiego w styczniu 2025 roku wywołał falę oburzenia. W komentarzu zamieszczonym na portalu społecznościowym kobieta napisała w kierunku Jerzego Owsiaka: "Giń człeku i to jak najszybciej". Wpis uznano za formę groźby karalnej, co potwierdziła prokuratura kierując sprawę do sądu.
Kobieta odpowiadała z art. 190 § 1 Kodeksu karnego, który dotyczy gróźb wobec osoby fizycznej. Co istotne, komentarz był publiczny i pojawił się pod materiałem informacyjnym na temat wydarzeń organizowanych przez WOŚP.
Zapadł wyrok w sprawie gróźb w kierunku Jerzego Owsiaka
Sąd Rejonowy w Toruniu uznał kobietę za winną i wymierzył jej karę 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok. Dodatkowo nałożono obowiązek zapłaty na rzecz szefa WOŚP tysiąc złotych, a także zakaz kontaktu i zbliżania na odległość mniejszą niż 50 metrów.
"Nie można przyjąć, że działania przez nią podjęte miały nieznaczne skutki, gdyż wpis został zamieszczony na ogólnodostępnym koncie pokrzywdzonego, które jest obserwowane przez ponad milion osób", mówi cytowany przez media Marcin Czarciński.
Obrończyni kobiety zapowiada apelację
Obrońca oskarżonej zapowiedział wniesienie apelacji. "Kara orzeczona wobec oskarżonej jest represją wymierzoną w wolność słowa i ma na celu zakneblowanie ust tym obywatelom, którzy mają inne zdanie na temat obecnej władzy czy pupilów obecnej władzy", powiedziała adwokat Magdalena Majkowska z Ordo Iuris.
"To tak, jakbyśmy uważali, że jak powiemy "niech cię piorun trzaśnie" i to byłaby groźba karalna. Dochodzimy do granic absurdu", oceniła.
- ZOBACZ TEŻ: Victoria Beckham chce pojednania z synem, ale stawia jeden warunek. Rodzeństwo wsparło jedną stronę
