Wróciła wspomnieniami do najtrudniejszych momentów. Przyznała, że teraz już wie, że ze wszystkiego da się wyjść obronną ręką
Dominika Ostałowska opowiedziała o najtrudniejszych momentach swojego życia – emocjonalnym wypaleniu, utracie bliskich, walce z depresją i samotnością. Po odejściu z „M jak miłość” zaczęła nowy etap, w którym najważniejsze stało się odzyskanie siebie.

Dominika Ostałowska otwarcie opowiedziała o swoich trudnych przeżyciach. Zmagała się z depresją, przepracowywała traumatyczne relacje i doświadczyła samotności. W szczerej rozmowie zdradziła, co pomogło jej przetrwać najcięższe momenty i dlaczego zdecydowała się odejść z „M jak miłość”.
Rozczarowania, które prowadziły do zamknięcia
Aktorka przez wiele lat wierzyła, że ludzie podchodzą do relacji tak samo głęboko i poważnie jak ona. Z czasem odkryła, że to złudne przekonanie. „Każde rozczarowanie trochę mnie odsuwało od samej siebie. Zaczęłam się zamykać, jakby dla bezpieczeństwa” – wspomina. To właśnie emocjonalna izolacja zaczęła prowadzić ją na skraj depresji. Radość, która dawniej towarzyszyła jej w codzienności, zniknęła, a poczucie samotności rosło.

Depresja i walka o siebie
Choć nie zdiagnozowano u niej depresji, Dominika Ostałowska nie ukrywa, że czuła się bardzo blisko tej granicy. „Rękami i nogami broniłam się, żeby nie popaść w depresję. Nie wiem, czy mi się udało” – mówi z dużą szczerością. Decydujący moment przyszedł w 2013 roku, po śmierci mamy. To właśnie wtedy rozpoczęła terapię. „Wiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę. Byłyśmy bardzo blisko”.
Pierwsze sesje terapeutyczne dawały ulgę tylko na chwilę – zabrakło emocjonalnego zaangażowania. Przełom przyszedł dopiero w czasie pandemii, kiedy w samotności mogła naprawdę skonfrontować się ze sobą. „Nie lubię się poddawać. Gdzieś pod skórą zawsze wiedziałam, że wiele zależy od nastawienia”.
Nie tylko terapia – hipnoza, energia i medytacja
Ostałowska nie ograniczała się do tradycyjnej terapii. Otworzyła się także na niekonwencjonalne formy pomocy. Jednym z najbardziej zaskakujących doświadczeń była hipnoza: „Nie traciłam kontaktu z rzeczywistością, ale miałam wrażenie, że mój mózg pracuje na innych rejestrach”.
Doświadczyła też działania bioenergoterapii i terapii z użyciem poduszki elektromagnetycznej. Choć podchodziła do nich z dystansem, efekty były zdumiewające. Te doświadczenia utwierdziły ją w przekonaniu, że „istnieją rzeczy, których nie widzimy, nie potrafimy zważyć ani zmierzyć, a jednak działają”.
Nieśmiałość i samotność – scena jako lustro duszy
Nieśmiałość towarzyszyła jej przez całe życie, choć jako aktorka umiała ją dobrze ukrywać. Dopiero monodram „Nieśmiała dżokejka” pozwolił jej zmierzyć się z tym lękiem. „Chciałam bardzo zrobić monodram, ale długo nie mogłam znaleźć odpowiedniego tekstu. Ostatecznie opowiedziałam Robertowi Bolestcie o różnych sytuacjach z mojego życia. Z części z nich skorzystał, pisząc scenariusz”.
Dla Ostałowskiej scena stała się przestrzenią do przełamywania barier. „Dziś, kiedy wchodzę na scenę, mam poczucie, jakbym wchodziła do swojego mieszkania”. Samotność przestała być dla niej ciężarem, a zaczęła być przestrzenią do rozwoju. Mówi wprost: „Lubię samotność i zawsze ją lubiłam. Traktuję ją raczej jako przestrzeń niż brak”.

Odejście z „M jak miłość” – decyzja po 25 latach
Po 25 latach na planie „M jak miłość”, Ostałowska odeszła z serialu. „Coraz wyraźniej czułam, że coś zaczyna we mnie gasnąć”. Choć serial dawał jej finansowe bezpieczeństwo, brak satysfakcji artystycznej zadecydował o odejściu. „Nie zależało mi na samym byciu przed kamerą, ale właśnie na graniu w pełnym znaczeniu tego słowa”.
Zrezygnowała z roli, która przestała ją rozwijać. Nie chciała, by jej bohaterka umierała w serialu – wybrała wyjazd, dając sobie i scenarzystom otwartą furtkę. Ostatecznie była to decyzja, która przyniosła jej ulgę i spokój.
Nowy rozdział i życie na własnych zasadach
Dominika Ostałowska przyznaje, że po raz pierwszy w życiu może skupić się na sobie. „Nie potrzebuję już usankcjonowania swojego istnienia poprzez relację z drugim człowiekiem”. Choć nie wyklucza, że jeszcze się zakocha, na razie nie czuje takiej potrzeby. Odrzuca także konwencję ślubu, uznając, że nigdy nie był to jej świat.
Dziś jest otwarta na nowe projekty, ale wybiera je świadomie. Zamiast czekać na propozycje, tworzy własne ścieżki, jak monodram. Wierzy, że przed nią jeszcze wiele dobrego – bo jak mówi, „jestem ciekawa życia i ludzi. A to w mojej pracy jest najważniejsze”.
Źródło: Plejada