Reklama

„Zapiski śmiertelnika” to film, który zaczyna się jak koniec, a kończy jak początek. Subtelny, przewrotny, zaskakująco lekki w tonie, choć dotyka spraw ostatecznych. Maciej Żak zabiera widzów w podróż przez granice życia, pamięci i absurdu, gdzie duchy są bardziej realne niż codzienność, a śmierć bywa jedynie punktem wyjścia do czegoś głębszego. Ten film nie moralizuje, za to zostaje w pamięci na długo.

Między życiem a śmiercią – refleksja z metafizycznym tłem

W czasach, gdy kino coraz częściej popada w dosłowność, „Zapiski śmiertelnika” proponują widzowi podróż do wnętrza, nie tylko głównego bohatera, ale i samego siebie. Reżyser Maciej Żak, znany z umiejętności operowania subtelnym absurdem i narracyjną ironią, przedstawia historię F.P., mężczyzny w wieku 50 lat, który, mimo rodziny i sukcesów, przybywa do nadmorskiego kurortu z jednym zamiarem: zakończyć swoje życie. To właśnie tutaj, na pozór w ciszy i izolacji, rozgrywa się jego wewnętrzny dramat.

Premiera - "Zapiski śmiertelnika"
Materiały Prasowe

Gdy F.P. pisze pożegnalny list do żony, w jego pokoju zjawia się... duch jego ojca. Ojca, który również odebrał sobie życie. Spotkanie z duchem uruchamia lawinę zdarzeń i rozmów, które z każdym kolejnym kadrem przesuwają film z rejestrów tragedii w stronę błyskotliwej, choć głęboko refleksyjnej komedii egzystencjalnej. „Zapiski śmiertelnika” balansują między metafizyką a codziennością, zmuszając do zadania sobie pytania: co tak naprawdę znaczy „mieć wszystko”?

Zobacz też: Ana de Armas wystąpi w remake'u polskiego filmu. Wcześniej tę rolę grała Magdalena Koleśnik

Gwiazdorska obsada i reżyser z wizją

Maciej Żak, odpowiedzialny zarówno za reżyserię jak i scenariusz, nie po raz pierwszy sięga po temat trudny, lecz ponownie robi to z wyjątkowym wyczuciem formy. W „Zapiskach śmiertelnika” porusza motyw śmierci nie w patetyczny sposób, ale jako metaforę zmęczenia, przesytu i egzystencjalnej dezorientacji. To film bardziej o życiu niż o umieraniu, jak trafnie zauważył odtwórca głównej roli, Ireneusz Czop, w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej.

Premiera - "Zapiski śmiertelnika"
Pawel Wodzynski/East News

W roli F.P. występuje Ireneusz Czop, który z ogromną subtelnością buduje postać rozdartego wewnętrznie mężczyzny. Obok niego podziwiać można Magdalenę Popławską jako jego żonę, a także Magdalenę Boczarską, Mariana Dziędziela (w przejmującej roli ojca‑ducha), Agatę Turkot i Pawła Tomaszewskiego. Każda z tych kreacji wnosi do filmu emocjonalną prawdę i narracyjną głębię. Kamera, jakby obecna, lecz nieinwazyjna, śledzi ich działania z czułością i szacunkiem.

Zaskakująca premiera i ważny głos we współczesnym kinie

Film został zaprezentowany po raz pierwszy podczas 41. Warszawskiego Festiwalu Filmowego, gdzie spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. Oklaski po seansie i komentarze branżowych krytyków wskazują na jedno, polskie kino znów potrafi mówić językiem uniwersalnym, ale głęboko zakorzenionym w lokalnym kontekście emocji i doświadczeń.

„Zapiski śmiertelnika” trafiają na ekrany polskich kin już dziś, 30-ego stycznia 2026 roku. To nie jest film dla szukających prostych odpowiedzi, ale dla tych, którzy nie boją się pytać. Czym jest szczęście? Czy życie może stracić sens nawet wtedy, gdy niczego nam nie brakuje? A może to właśnie nadmiar jest naszym największym ciężarem? Żak nie moralizuje, a zaprasza do rozmowy. Kino staje się tutaj przestrzenią ciszy, uważności i być może wewnętrznego przebudzenia.

Zobacz też: Ten tytuł zachwycił w Wenecji, a teraz powalczy o Oscara. Już w tym tygodniu premiera jednego z najlepiej ocenianych filmów Filmwebu!

Reklama
Reklama
Reklama