Dobromir Dymecki długo czekał na swoją chwilę – i gdy przyszła, rozbłysła pełnym światłem. Rola Bogdana w „1670” przyniosła mu niesamowitą rozpoznawalność i pokazała jego komediowy potencjał. W wywiadach wspomina o swojej drodze, która nie była łatwa i o marzeniach, które pragnie zrealizować w przyszłości. Jak wygląda jego życie?

WIDEO

player placeholder

Dobromir Dymecki – tak spełnił marzenie o aktorstwie

Pochodzi z Konstantynowa Łódzkiego, miasteczka z duszą. W lokalnym domu kultury uczestniczył w zajęciach teatralnych, występował w występował w amatorskich spektaklach. Niby się bawił, ale gdzieś głęboko w środku tliło się coś więcej. Ciche marzenie: a może jednak? A może na scenie jest jego miejsce?

Czytaj też: Kultowy serial Netflix powrócił! Drugi sezon już dostępny, statystyki oglądalności biją rekordy

Zobacz także:

Do łódzkiej filmówki podchodził dwukrotnie. Za pierwszym razem oblał, za drugim… się udało. Ale zanim do tego doszło, zdawał na medycynę. To był plan B. Miał jednak ogromne wsparcie rodziny w podążaniu za marzeniami. „Marzeniem moich rodziców było to, żebym został aktorem. Bardzo mnie w tym wspierali, inwestowali pieniądze w zajęcia aktorskie. Jak zdawałem za pierwszym razem, miałem nauczone tylko trzy teksty, wpadłem właściwie z ulicy. A trzeba było umieć osiem teksów, w tym piosenkę, dodatkowo taniec”, mówił w rozmowie z magazynem Pani Monice Stukonis.

Medycyna nie była jego światem. Próbował się odnaleźć wśród anatomicznych podręczników i wykresów z biologii. Chciał złapać oddech, odnaleźć ciszę, uporządkować myśli. Ale dusza artysty nie daje się tak łatwo uciszyć. Już po pierwszym roku poczuł, że to nie jego droga. – „To trwało krótko, może pół roku”, tłumaczył. Świat filmu i teatr go pochłonął. Szkołę aktorską skończył w 2009 roku. A jego kariera nabiera niesamowitego tempa. W ciągu ostatnich trzech lat zagrał w 30 filmach i serialach. Wystąpił m.in. w produkcjach: „Porządny człowiek”, „Czarne stokrotki”, „Projekt UFO”, „Kos”, „Sezony”, „Zamach na papieża”. Nie rezygnuje jednak z kolejnych ról – wciąż bierze udział w castingach.

Dobromir Dymecki
Fot. Gałązka/AKPA

Dobromir Dymecki jako Bogdan w „1670” – rola, która wszystko zmieniła

Bez wątpienia podbił serca widzów rolą w hicie „1670”. Ale już wcześniej fani pokochali go za rolę w kultowej produkcji. To właśnie w ósmym sezonie Rancza pojawił się jako leśnik, który odwiedzał dworek Lucy i Kusego. Tamta rola, choć epizodyczna, była pierwszym sygnałem, że na ekranie pojawił się ktoś nietuzinkowy.

Dziś powraca jako Bogdan – nie jako ubogi a „bogaty i umyty” szlachcic, jak żartobliwie określa sam siebie w 2. sezonie. Z roli szwagra Jana Pawła uczynił postać kultową. Ta kreacja okazała się dla Dobromira Dymeckiego przełomowa. Sam aktor przyznaje, że właśnie ta postać odmieniła sposób, w jaki postrzegają go widzowie i odczarowała jego potencjał komercyjny. „Nagle się okazuje, że Dymecki jest śmieszny i ludzie się z tego cieszą”, mówi Monice Stukonis.

Czytaj też: Zagrał w megahicie Netfliksa i rozkochał w sobie wszystkich Polaków. Dziś trudno uwierzyć, jak wyglądały początki jego kariery

Kulisy pracy na planie 1670 i rola Bogdana

Dymecki z entuzjazmem opowiada o atmosferze na planie „1670”. Nie kryje, że z Bartkiem Topą i Andrzejem Kłakiem tworzą coś więcej niż zespół aktorów. To chemia. Trio, które się „gotuje”, jak sam mówi. – „To jest wybuchowe combo” – śmieje się, zdradzając, że przez tę atmosferę czasem trudno... dokończyć scenę.

Śmiech wypełnia plan, ale nie jest tam przypadkiem – jest efektem zaufania i zgrania. Gdy jeden się gubi, drugi rzuca tekst, trzeci przechwytuje energię. Nie ma gwiazdorstwa, nie ma udawania – jest wspólnota aktorska, jakiej dziś ze świecą szukać. „Cała ekipa ‘1670’ jest niesamowicie zgrana. Teraz kręcimy trzeci sezon i widzę, jak ta trzyletnia współpraca procentuje”, mówi Dymecki. Dodaje, że poziom porozumienia między aktorami jest tak wysoki, że aż niewiarygodny. – „Jak bardzo ludzie sobie pomagają, uzupełniają się, dbają o siebie wzajemnie, dają z siebie 200 procent. Ja czegoś podobnego nigdy wcześniej nie widziałem”, opowiada na łamach Pani.

To już nie tylko plan filmowy. To miejsce, w którym aktorstwo staje się drużyną – i gdzie rola Bogdana zyskuje jeszcze większą siłę przez relacje, które dzieją się pomiędzy słowami.

Dobromir Dymecki, 1670 serial
Fot. mat. prasowe Netflix

A co uważa na temat swojego serialowego bohatera? W Bogdanie nie ma nic łatwego. To postać, którą jedni chcieliby wymazać z rzeczywistości, a innych bawi bez reszty. Dobromir Dymecki widzi go takim, jakim jest naprawdę: z jego ksenofobią, rasizmem, prowincjonalnym zacietrzewieniem. I nie zamyka na to oczu. – „Widzę i rozumiem wszystkie jego wady” – przyznaje otwarcie. Bo Bogdan, choć głośny i absurdalny, nosi w sobie też coś kruchego. W drugim sezonie to już nie ten sam szlachcic, który machał szablą i krzyczał do nieba. To człowiek, który zaczyna pękać. – „W drugim sezonie jest taką postacią do przytulenia. Lekko pogubioną, nieco samotną. Szukającą miłości” – mówi Dymecki w Pani. I właśnie w tej niedoskonałości odnajduje jego prawdę.

Może dlatego tak go lubimy. Bo Bogdan to nie bohater. To ludzki cień. Odbicie tego, co w nas trudne, śmieszne i prawdziwe. I choć może nie chcielibyśmy z nim mieszkać pod jednym dachem – to jednak trudno go nie zaprosić na chwilę do własnej głowy.

Czytaj też: To on zastąpił uwielbianego aktora w produkcji Netfliksa. Niewiele osób wie, kim jest prywatnie

Dobromir Dymecki, 1670 serial
Fot. mat. prasowe Netflix

Życie prywatne Dobromira Dymeckiego – szczerość, spokój i odrobina niepokoju

Mimo zawodowego sukcesu, Dobromir Dymecki pozostaje człowiekiem bardzo uważnym na to, co dzieje się w jego wnętrzu. „Czuję, że jestem spełniony. Czuję, że jestem w przełomowym momencie, że przychodzą do mnie bardzo ciekawe role. Ale mam też w sobie niepokój, czy to będzie trwało, czy nie jest mnie za dużo. Nie mam poczucia, że aktorem muszę być całe życie”, mówi szczerze.

O czym marzy, gdy myśli o przyszłości? „Marzy mi się robienie dokumentów. […] Wierzę, że kiedyś się to wydarzy”, mówi w Pani.

Źródło: magazyn Pani, wywiad Moniki Stukonis

Dobromir Dymecki
Fot. Paweł Wrzecion/AKPA