To on zastąpi Ryana Goslinga! Oscarowy aktor w głównej roli nowego filmu twórców "Wszystko wszędzie naraz"
Projekt owiany tajemnicą, nagła zmiana obsadowa i twórcy, którzy po oscarowym sukcesie nie osiadają na laurach. Daniels wracają z nowym filmem science fiction, a Hollywood już mówi o nim jak o jednym z najbardziej intrygujących widowisk dekady.

Nowy film Danielsów, twórców oscarowego „Wszystko wszędzie naraz”, już teraz rozgrzewa branżę do czerwoności. Ryan Gosling miał być twarzą tajemniczego widowiska science fiction o podróżach w czasie, ale wszystko wskazuje na to, że jego miejsce zajmie inna ikona Hollywood. Ta zmiana może całkowicie odmienić charakter jednego z najbardziej wyczekiwanych projektów najbliższych lat.
Ryan Gosling kontra Matt Damon
Po „Wszystko wszędzie naraz” Daniel Kwan i Daniel Scheinert znaleźli się w wyjątkowym miejscu współczesnego Hollywood, między autorskim szaleństwem a pełnoprawnym mainstreamem. Ich nowy film, rozwijany dla Universal Pictures, już teraz budzi ogromne emocje, choć oficjalnie wiadomo o nim zaskakująco niewiele. Projekt określany jest jako widowisko science fiction z motywem podróży w czasie i rozbudowanymi scenami akcji. Największą sensacją ostatnich dni okazała się jednak zmiana głównej gwiazdy. Ryan Gosling, który pierwotnie był związany z produkcją, miał wycofać się z powodu konfliktów terminów. W jego miejsce studio prowadzi zaawansowane rozmowy z Mattem Damonem, aktorem, który od lat potrafi odnaleźć się zarówno w kinie widowiskowym, jak i ambitnych, autorskich projektach.

To przesunięcie zmienia ton całego filmu jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Gosling wnosiłby zapewne chłodną ironię i charakterystyczną melancholię znaną z „Blade Runnera 2049” czy „Drive”. Damon daje natomiast zupełnie inną energię, bardziej dramatyczną, osadzoną w emocjonalnym realizmie i wewnętrznym napięciu. Właśnie dlatego hollywoodzkie media zaczęły spekulować, że Daniels mogą przygotowywać historię znacznie dojrzalszą i cięższą emocjonalnie niż ich poprzedni film. Sam duet reżyserski od początku kariery fascynował się przecież bohaterami zagubionymi w absurdzie rzeczywistości, próbującymi odnaleźć sens pośród chaosu. Matt Damon wydaje się idealnym aktorem do poprowadzenia takiej opowieści.
Zobacz też: Słynny reżyser znowu staje do wyścigu o Złotą Palmę. Czy ten film przebije "Ojczyznę" Pawlikowskiego?
Tajemnicza produkcja science fiction
W Hollywood panuje dziś przekonanie, że nowy projekt Danielsów może być jednym z najważniejszych filmów science fiction drugiej połowy dekady. Powód jest prosty, „Wszystko wszędzie naraz” nie było jedynie sukcesem frekwencyjnym czy festiwalowym. Film stał się kulturowym fenomenem i zdobył siedem Oscarów, redefiniując sposób, w jaki współczesne kino gatunkowe może opowiadać o emocjach, rodzinie i tożsamości. Nic więc dziwnego, że każde nowe nazwisko pojawiające się przy kolejnym projekcie twórców urasta do rangi wydarzenia.

Najbardziej intrygujące pozostaje jednak to, jak konsekwentnie studio i sami reżyserzy ukrywają szczegóły fabuły. Branżowe źródła wspominają jedynie o podróżach w czasie, dużej skali produkcji i mieszance kina akcji z emocjonalnym dramatem. W praktyce może to oznaczać wszystko, od intymnej historii rozgrywanej na tle katastrofy po pełnoprawne widowisko science fiction z filozoficznym rdzeniem. Daniels słyną przecież z tego, że za formalnym szaleństwem zawsze ukrywają bardzo ludzkie historie. To właśnie ten kontrast między spektaklem a emocjonalną szczerością sprawia, że ich kino działa tak intensywnie.
Między ambitnym sci-fi, a dużym blockbusterem
Kulisy powstawania filmu pokazują również, jak ogromne oczekiwania ciążą dziś na Danielsach. Universal Pictures ma traktować projekt jako jedną z kluczowych premier najbliższych lat, a sama produkcja otrzymała wielomilionowe wsparcie podatkowe na realizację zdjęć w Los Angeles. W branży mówi się, że studio chce stworzyć widowisko balansujące między ambitnym science fiction a dużym blockbusterem, czymś, co połączy artystyczną odwagę „Wszystko wszędzie naraz” z rozmachem współczesnego kina eventowego.

Jeśli Matt Damon ostatecznie podpisze kontrakt, może to być jedna z najciekawszych współprac ostatnich lat. Aktor znajduje się dziś w momencie kariery, w którym coraz częściej wybiera projekty autorskie i ryzykowne twórczo. Daniels natomiast potrzebują twarzy, która udźwignie zarówno emocjonalny ciężar historii, jak i oczekiwania po ich oscarowym triumfie. Na razie film pozostaje tajemnicą, ale właśnie ta aura niedopowiedzenia sprawia, że Hollywood już teraz patrzy na niego jak na potencjalne wydarzenie dekady.
Zobacz też: Nie tylko "Lalka"! Uwielbiany polski aktor powraca na deski Teatru Telewizji