Choć dziś wydaje się niekwestionowanym przebojem, piosenka „Jak minął dzień” miała trudny start. Krzysztof Krawczyk, jeden z najpopularniejszych artystów epoki, początkowo nie był przekonany do tego utworu. Co więcej, twórcy filmu, dla którego powstała, całkowicie go odrzucili. A mimo to właśnie ta ballada stała się jednym z największych muzycznych symboli PRL‑u, który nie tylko przetrwał próbę czasu, ale nadal rozbrzmiewa na polskich weselach – i to z pełnym entuzjazmem gości.
WIDEO…
Dlaczego „Jak minął dzień” niemal nie powstał
Niewiele osób wie, że „Jak minął dzień” miało być pierwotnie częścią ścieżki dźwiękowej filmu „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy”. Jednak zarówno reżyser, jak i część twórców, odrzucili piosenkę – uznając, że nie pasuje do klimatu filmu. Nawet sam Krzysztof Krawczyk nie widział w niej potencjału. Zdecydowano jednak, by wysłać ją do rozgłośni radiowych, gdzie miała szansę przemówić bez filmowego kontekstu.
ZOBACZ TEŻ: To o nim napisał ten kultowy hit! Ikona muzyki przekonała się, że przyjaźń nie zawsze jest szczera
I właśnie tam zaczęła się magia. W ciągu kilku tygodni od debiutu radiowego utwór zdobył ogromną popularność. Polacy pokochali tę romantyczną balladę, która zdawała się mówić dokładnie to, co każdy chciałby usłyszeć pod koniec dnia: „Jak minął dzień, czy ci się dzisiaj coś udało...”.

Krzysztof Krawczykto niekwestionowana legenda polskiej muzyki rozrywkowej. "Znamy się tylko z widzenia", "Parostatek", "Mój przyjacielu", "Trudno tak"... to utwory znane wszystkim. Popularność Krzysztofa Krawczyka dawno wyznaczyły już koncerty poza granicami kraju, niezliczone nagrody i wyróżnienia. Nie ma gatunku muzycznego, w który się nie sprawdził, zaczynając od popu, rock and rolla, bluesa, swingu kończąc na muzyce country i kolędach. Swoją muzyczną karierę rozpoczął w szeregach zespołu "Trubadurzy", z którym przez 10 lat tworzył polski bigbit. Od 1974 r. podbijał serca fanek już solo.
Legendarny muzyk kończy dziś 71 lat. Z tej okazji przypominamy fragmenty wywiadów, których udzielił VIVIE! w 2008 i 2002 roku oraz zdjęcia z dwóch niezwykłych sesji zdjęciowych . W wywiadach podkreślał, że życie gwiazdy i bycie non stop "na walizkach", nie wpływało pozytywnie na jego życie osobiste. Piosenkarz nie ukrywał też, że nigdy nie był pokorny i grzeczny i z życia czerpał pełnymi garściami. Nie popadł w nałogi dzięki wierze w Boga i ukochanej żonie. - Gdybym nie pokochał Ewy, nie wiem, jak by to było. A teraz czuję, że jestem na swoim miejscu, a miłość jest moim adwokatem. I to nie tylko do Ewy, lecz do ludzi w ogóle. Za zmarnowanie daru miłości powinno się iść do piekła- zdradził w rozmowie z Krystyną Pytlakowską. Życzymy mu żeby miłość i wiara zawsze mu towarzyszyły.
– Masz imponujący dorobek.
Krzysztof Krawczyk:Lata muzyki i hartowania się stali. Niejeden krzyż mnie spotkał. Babcia uczyła nas, dzieci, takiej modlitwy: „Krzyż za nami, krzyż przed nami, Panie Jezu, zaśnij z nami”. Zrozumiałem potem, że krzyż przed nami jest tym, co jeszcze przecierpimy. A za nami to, co już przecierpieliśmy.
– Cierpienie nas uczy i wychowuje?
Krzysztof Krawczyk:Kształtuje. Zaczyna się zwracać uwagę na cierpienie innych. Zawsze byłem wrażliwy na to, co czują inni, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego, że ja też ranię.
– Najbardziej rani zdrada?
Krzysztof Krawczyk:Kiedyś myślałem, że poligamia to tak normalne jak zjedzenie tortu. Stanowiłem łakomy kąsek dla kobiet, które zawsze mnie jakoś wypatrzyły i upolowały. Jeszcze jedna używka poza ciepłą wódką, która istniała przed coca-colą. A kobietom zawsze się podobałem, od pierwszego razu.

Krzysztof Krawczyk z żoną, Ewą w VIVIE! w 2008 roku.
– Będziesz pracował do końca?
Krzysztof Krawczyk: Chciałbym umrzeć na scenie. Czasem opowiadam anegdotę: Śni mi się chór dla Wszechmogącego. Pytam: „Gdzie Presley?”. „Śpiewa w pierwszym rzędzie”. „A Kiepura, Fogg, Niemen, Grechuta, Klenczon, Agnieszka Osiecka, która pisze im teksty, Ania Jantar?”. „Wszyscy są”. „Ja też będę wśród nich?”, pytam. „Jest jedna trudność”, odpowiada anioł. „Jaka?”. „Jutro jest próba generalna”.
– Gdybyś dostał drugie życie, pokierowałbyś nim tak samo?
Krzysztof Krawczyk: Gdybym miał to doświadczenie, które teraz mam? Każdy by coś w życiu zmienił. Mam wspaniałą kobietę. To mogę powiedzieć z czystym sumieniem. A obydwie poprzednie? Pierwsza – Grażyna, była miłością szkolną. Druga – Halina Żytkowiak, śpiewała z nami – mam z nią syna. Obydwa małżeństwa były bardzo spokojne. Jedynym problemem była moja poligamia w pierwszym związku, a w drugim ja zostałem zdradzony. I poczułem, co przeżywa kobieta mająca poligamicznego męża. Jeśli nie ma wierności, to to zabija małżeństwo. Teraz jestem monogamistą stuprocentowym.
Co jeszcze powiedział o swoich pasjach, miłościach i trudnych relacjach z synem? Zapraszamy do przeczytania fragmentów wywiadów w naszej galerii!
Polecamy też: Michał Bajor wyznaje w najnowszej "Vivie!": "Ja już się w życiu wykochałem”
Największy przebój Krzysztofa Krawczyka
Piosenka została nagrana w 1977 roku, a oficjalnie wydana jako singel w 1978, z utworem „Pamiętam ciebie z tamtych lat” po drugiej stronie winyla. W tym samym roku zdobyła III nagrodę za aranżację na prestiżowym Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie wybrzmiała z orkiestrą i charakterystycznym głosem Krawczyka.
Jej popularność była tak wielka, że wykonano nawet bułgarską wersję, a później piosenka została wydana w wielu formatach, na kompilacjach i w wersjach cyfrowych. W 2013 roku „Jak minął dzień” wrócił do masowej świadomości za sprawą reklamy jednej z sieci telefonii komórkowej, w której stał się nostalgicznym tłem dla historii o codziennych emocjach.
CZYTAJ TEŻ: Mało kto wie, że wielki przebój Krawczyka miał trafić do kogoś innego. Tajemnica hitu lat 70. wyszła na jaw
Fenomen na weselach – dlaczego „Jak minął dzień” przetrwał dekady?
Dlaczego akurat ten utwór przetrwał próbę czasu, skoro wiele innych hitów PRL-u przepadło w zapomnieniu? Odpowiedź tkwi w jego uniwersalności. „Jak minął dzień” to nie tylko piękna melodia i emocjonalny tekst – to piosenka, która „trafiła pod gonty”, jak mawiali górale. Jej linia melodyczna budzi nostalgię, ale i spokój, a prosty, romantyczny przekaz sprawia, że nadaje się idealnie na każdą okazję – również taką, jak wesele.
Nie ma chyba w Polsce DJ-a, który nie miałby tej piosenki w swoim repertuarze weselnym. Młodsze pokolenia może nie znają dokładnie jej historii, ale refren „Jak minął dzień…” zna niemal każdy. To utwór, który łączy pokolenia – i właśnie dlatego wciąż święci triumfy.
Źródło: ChillZet



























