Jeszcze przed premierą „Digger” zapowiadał się jak jedno z najgłośniejszych filmowych wydarzeń sezonu: Alejandro G. Iñárritu za kamerą, Tom Cruise w centrum historii i ambicje sięgające daleko poza klasyczne kino widowiskowe. Tym większym zaskoczeniem okazał się chłodny odbiór filmu i rozczarowujący weekend otwarcia. W obronie filmu stanęli wielcy reżyserzy.
WIDEO…
Tom Cruise w świecie katastrofy Alejandro G. Iñárritu
Alejandro G. Iñárritu powrócił z filmem, który od pierwszych dni kinowej obecności wywołuje skrajne reakcje. W „Diggerze” Tom Cruise wciela się w Diggera Rockwella, najpotężniejszego człowieka na świecie, próbującego udowodnić, że może zostać wybawcą ludzkości, zanim wszystko zniszczy katastrofa, którą sam wywołał. Obok Cruise’a na ekranie pojawiają się między innymi Riz Ahmed, John Goodman, Sandra Hüller, Michael Stuhlbarg i Jesse Plemons.
Film buduje swoją historię wokół kryzysu będącego konsekwencją działalności biznesowego imperium Rockwella. Jak opisuje „The Guardian”, naukowiec Ganesh informuje go, że nieodpowiedzialne odwierty doprowadziły do oderwania ogromnej kry od arktycznego lądu. Zmierza ona w stronę wybrzeża Norwegii, uruchamiając polityczny i ekologiczny kryzys, którego centrum szybko zajmuje Digger.
Weekend otwarcia „Diggera”
W kinach artystyczny rozmach nie przełożył się na równie imponujący wynik. Według „Variety” „Digger” zarobił podczas weekendu otwarcia 8 milionów dolarów w 3,321 kinach w Ameryce Północnej i zajął dopiero piąte miejsce w rankingu. Zagraniczne rynki przyniosły kolejne 12 milionów, co dało produkcji globalny start na poziomie 20 milionów. To szczególnie dotkliwy rezultat wobec oczekiwań studia, albowiem Warner Bros. liczyło początkowo na otwarcie rzędu 18 - 20 milionów w samych Stanach Zjednoczonych, podczas gdy film tej skali potrzebowałby wyniku bliższego 40 milionów, by jego pierwszy weekend odpowiadał rozmiarowi projektu, który kosztował blisko 125 milionów.
Dla Cruise’a wynik „Diggera” ma jeszcze bardziej symboliczny wymiar, jest to jego najsłabszy weekend otwarcia od 19 lat, czyli od czasu „Ukrytej strategii” z 2007 roku. Jednocześnie recenzje od początku pozostawały mocno podzielone. „The Guardian” zwracał uwagę na wizualny rozmach filmu, ale krytykował jego przerysowanie i konstrukcję narracji, podczas gdy „Variety” opisywało satyrę Iñárritu jako ostentacyjną i świadomie przesadzoną. Zamiast bezdyskusyjnego wydarzenia sezonu „Digger” stał się więc filmem, o którym mówi się równie dużo z powodu ambicji twórczych, jak i spektakularnie słabego startu komercyjnego.
Guillermo del Toro i Alfonso Cuarón w obronie „Diggera”
W momencie, gdy wokół filmu narastały krytyczne komentarze, głos zabrał Guillermo del Toro. Jak relacjonują Deadline i Variety, reżyser zdecydowanie stanął po stronie „Diggera”, sprzeciwiając się jednej z negatywnych publikacji dotyczących filmu. Chwalił jego skalę, ambicję i filmową złożoność, podkreślając, że jest to doświadczenie przeznaczone właśnie dla dużego ekranu. Jego reakcja szybko stała się kolejnym elementem debaty wokół produkcji Iñárritu.
Do obrony filmu dołączył także Alfonso Cuarón. Reżyser przywołał przykłady dzieł, które w chwili premiery spotykały się z krytyką, a dopiero z czasem zostały przewartościowane. W ten sposób dyskusja wokół „Diggera” wykroczyła poza sam weekend otwarcia. Film Iñárritu stał się przypadkiem, przy którym równie głośno jak o wyniku kinowym mówi się dziś o krytyce, ambicjach autorskiego kina i pytaniu, czy pierwsze reakcje rzeczywiście przesądzają o późniejszym miejscu filmu w historii.
Zobacz też: Tych premier nie można przegapić! Netflix odkrywa nowości, które w październiku wbiją widzów w fotel