Są thrillery, które od pierwszych minut dają poczucie, że za spokojnym obrazem czai się coś znacznie mroczniejszego. „Szeptacz” należy właśnie do nich. Netflix łączy tu gwiazdorską obsadę z historią, która zamiast epatować grozą, powoli zaciska pętlę napięcia. A im dalej w las, tym mniej oczywiste staje się, kto naprawdę powinien się bać.

WIDEO

player placeholder

„Szeptacz” zaczyna się od straty

Na początku jest cisza po tragedii. Tom Kennedy, grany przez Adama Scotta, po śmierci żony próbuje ułożyć życie na nowo i razem z synem Jake’em przenosi się do Featherbank. Nowy dom ma być początkiem, ale szybko staje się bramą do historii, której Tom wolałby nie znać. W okolicy ponownie zaczynają ginąć chłopcy, a szczegóły spraw przypominają zbrodnie seryjnego mordercy nazywanego Szeptaczem.

sz
Zobacz także:

Kiedy znika również Jake, thriller kryminalny zmienia się w opowieść o ojcostwie, lęku i winie. Tom zostaje zmuszony do kontaktu ze swoim ojcem, Pete’em, emerytowanym detektywem, którego przeszłość jest związana z dawnym śledztwem. Reżyser James Ashcroft prowadzi więc film nie tylko w stronę policyjnej zagadki. Znacznie bardziej interesuje go to, co dzieje się między ludźmi, kiedy dawne błędy wracają w najbardziej brutalnym momencie.

Zobacz też: Nie tylko „Lalka”. Netflix prezentuje listę premier na wrzesień 2026!

De Niro, Scott, Keaton i Monaghan

Największym nazwiskiem na plakacie jest Robert De Niro, ale „Szeptacz” nie buduje napięcia wyłącznie na jego legendzie. Jako Pete aktor gra człowieka obciążonego przeszłością i emocjonalnym dystansem wobec syna. Krytycy zwracają uwagę na jego oszczędność i powściągliwość, choć część recenzentów sugeruje, że film nie zawsze wykorzystuje ciężar jego obecności tak mocno, jak mógłby.

szep

Emocjonalne centrum produkcji należy do Adama Scotta. To jego Tom niesie żałobę, strach i desperację ojca, który musi wejść w mroczny świat przemocy, by odzyskać dziecko. Michelle Monaghan wciela się w detektyw Amandę Beck, Acston Luca Porto gra Jake’a, a Michael Keaton pojawia się jako tytułowy Szeptacz. I to właśnie Keaton, mimo ograniczonej obecności na ekranie, jest przez recenzentów wskazywany jako jeden z najbardziej niepokojących elementów filmu. 

Klasyka gatunku wraca na Netflix

„Szeptacz” doskonale wie, do jakiej tradycji chce należeć. W jego konstrukcji krytycy dostrzegają echa „Milczenia owiec”, „Labiryntu”, „Szóstego zmysłu” czy „Kolekcjonera kości”. Scenariusz Bena Jacoby’ego i Chase’a Palmera korzysta z motywów niemal archetypicznych dla gatunku thrillera: seryjnego zabójcy, zaginionego dziecka, starego śledztwa i bohaterów, którzy zanim dotrą do prawdy, muszą zmierzyć się z własną przeszłością.

To właśnie tutaj film staje przed najtrudniejszym zadaniem. Gwiazdorska obsada, bestsellerowy rodowód i znajomy język mrocznego thrillera dają mu wszystkie składniki potencjalnego hitu, ale jednocześnie ustawiają poprzeczkę wyjątkowo wysoko. „Szeptacz” nie próbuje przewrócić gatunku do góry nogami. Raczej wraca do jego najbardziej eleganckiej, niepokojącej formy. Film zadebiutował w katalogu Netflixa 25-ego sierpnia, stając się jedną z najciekawszych premier końcówki lata. 

Zobacz też: To jeszcze nie koniec „1670”! Fenomen polskiego Netflixa zaskoczył fanów, ogłaszając kolejny sezon