Fani „1670” w końcu doczekali się odpowiedzi. Jan Paweł Adamczewski dosłownie wykluł się z ogromnego jaja, by przekazać wiadomość o przyszłości serialu. Za tym absurdalnym widowiskiem kryła się jednak całkiem poważna informacja, Netflix oficjalnie potwierdził 4. sezon swojego polskiego hitu.
WIDEO…
Niespodziewane ogłoszenie Jana Pawła
Informacja o przyszłości „1670” pojawiła się w okolicznościach, które równie dobrze mogłyby stanowić kolejną scenę serialu. Podczas ostatnich godzin otwarcia Panoramy 1670 we wrocławskiej Hali Stulecia przed publicznością stanęło ogromne jajo. Po chwili wykluł się z niego sam Bartłomiej Topa, występujący jako Jan Paweł Adamczewski, i właśnie w ten sposób przekazał wiadomość o powstaniu kolejnej odsłony serii. Wydarzenie było częścią 24-godzinnej transmisji na żywo prowadzonej na kanale YouTube Netflixa.
Za efektowną oprawą kryje się decyzja istotna dla historii polskich produkcji platformy. „1670” ma zostać pierwszym polskim serialem oryginalnym Netflixa, który doczeka się czwartej odsłony. Nowe odcinki zapowiedziano na 2027 rok, chociaż dokładna data premiery nie została dotąd ujawniona. Nie podano również terminu rozpoczęcia zdjęć. Samo potwierdzenie kontynuacji kończy jednak spekulacje dotyczące przyszłości serialu i pokazuje, że historia rodziny Adamczewskich pozostaje dla Netflixa projektem, który będzie rozwijany.
„Efekt 1670” wykroczył poza sam serial
Decyzja o zamówieniu kolejnego sezonu pojawia się w momencie, gdy „1670” jest już czymś więcej niż kolejną pozycją w katalogu platformy. Skalę zainteresowania pokazują dane przywołane na podstawie raportu Instytutu Monitorowania Mediów. Serial uzyskał 366,8 tys. interakcji, odpowiadających niemal 41 proc. całego zaangażowania wygenerowanego przez wszystkie analizowane premiery. Trzeci sezon zadebiutował na Netfliksie 5 sierpnia, a produkcja po raz drugi znalazła się na szczycie zestawienia IMM obejmującego polskie seriale najmocniej angażujące odbiorców.

O znaczeniu produkcji mówi również sam Netflix. Łukasz Kłuskiewicz, dyrektor programowy Netflixa w Europie Środkowo-Wschodniej, użył określenia „efekt 1670”, wskazując na obecność serialu w języku, popkulturze, turystyce i innych obszarach życia społecznego. Reakcje odbiorców w Polsce i za granicą mają potwierdzać zainteresowanie charakterystycznym światem tej produkcji. Panorama 1670 i nietypowa forma ogłoszenia kolejnego sezonu dodatkowo pokazują, że opowieść o Adamczewskich funkcjonuje już nie tylko w ramach kolejnych odcinków, lecz także poprzez wydarzenia przygotowywane wokół serialu.
Siła „1670” tkwi w jego twórcach i bohaterach
Za rozpoznawalnością „1670” stoi przede wszystkim konsekwentnie budowany ekranowy świat, w którym historyczny kostium staje się przestrzenią dla charakterystycznych bohaterów i humoru wyznaczającego tożsamość całej produkcji. Jedną z centralnych postaci pozostaje Jan Paweł Adamczewski grany przez Bartłomieja Topę, a w obsadzie serialu znaleźli się również Katarzyna Herman, Martyna Byczkowska, Michał Sikorski i Kirył Pietruczuk. To właśnie z tym zespołem aktorskim widzowie kojarzą rodzinę Adamczewskich i otaczający ją świat, który przez kolejne odsłony stał się podstawą fenomenu opisywanego przez Netflix jako „efekt 1670”.

Zapowiedź następnej odsłony rozpoczyna jednak zupełnie nowy etap, w którym najważniejsze pozostaje to, czego jeszcze nie pokazano. Źródła nie ujawniają fabuły 4. sezonu ani nowych wątków przygotowywanych przez twórców, i właśnie ta niewiadoma staje się dziś naturalnym źródłem oczekiwania. Jedno pozostaje pewne, po trzech sezonach „1670” nie musi już udowadniać, że potrafi przyciągnąć uwagę widzów. Wyzwaniem będzie stworzenie kolejnej odsłony świata, który zdążył wyjść poza ekran i zaczął żyć własnym życiem wśród odbiorców. Nietypowe ogłoszenie kontynuacji sugeruje przynajmniej, że twórcy i Netflix nadal chcą opowiadać o tym serialu na jego własnych zasadach.





























