Najnowsze role Jana Frycza wciąż czekają na premierę. Już wkrótce zobaczymy go w spektaklu Teatru Telewizji i filmie „Wanda”
Nie wszystkie role zdążą wybrzmieć za życia swoich twórców. Jan Frycz zostawił po sobie coś więcej niż wspomnienie – kilka ostatnich spotkań z widzami, które dopiero nadejdą.

Są aktorzy, którzy odchodzą, zostawiając po sobie wyłącznie wspomnienia. Są też tacy, których obecność wciąż trwa, zamknięta w kadrach czekających na premierę i spektaklach, które dopiero spotkają się z publicznością. Jan Frycz należał do tej drugiej grupy. Do końca pozostawał wierny swojej pracy, a widzowie jeszcze nieraz będą mogli zobaczyć go w rolach, które dziś zyskują zupełnie nowy, poruszający wymiar.
Ostatni kadr nie był pożegnaniem
Jan Frycz należał do tych aktorów, którzy nigdy nie zwalniali tempa. Jeszcze niedawno widzowie oglądali go w filmie „Król dopalaczy”, gdzie stworzył jedną z ostatnich ukończonych kreacji ekranowych. Dziś wiadomo jednak, że nie był to definitywnie ostatni raz, gdy zobaczymy go na ekranie. Aktor pozostawił po sobie projekty, które czekają na premierę i dopiero teraz nabierają szczególnego znaczenia.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Do końca pozostawał aktywny zawodowo również w teatrze. Według doniesień, na tydzień przed śmiercią rozpoczął próby do „Orestei” w reżyserii Luka Percevala w Teatrze Narodowym. Ta nieustająca gotowość do pracy stała się jednym z najbardziej poruszających obrazów jego ostatnich miesięcy, aktor nie wycofywał się z kolejnych wyzwań, pozostając wierny scenie aż do końca.
„Wanda” – wielki film, na który wciąż czekamy
Jednym z najważniejszych projektów, w których zobaczymy Jana Frycza pośmiertnie, jest fabularny film „Wanda” w reżyserii Adriana Panka. Produkcja opowie historię Wandy Rutkiewicz, a w obsadzie znaleźli się m.in. Katarzyna Wajda i Vanessa Aleksander. Zdjęcia do filmu powstawały w wymagających górskich plenerach, a twórcy zapowiadali realizację z dużym rozmachem, próbując oddać zarówno spektakularny wymiar himalajskich wypraw, jak i wewnętrzny świat legendarnej himalaistki.

To właśnie ta premiera budzi dziś szczególne emocje. Każda kolejna informacja z planu czy publikowane kadry przypominają, że widzowie otrzymają nie tylko opowieść o jednej z najwybitniejszych postaci polskiego himalaizmu, lecz także możliwość ponownego spotkania z Janem Fryczem. Po jego śmierci film zyskał dodatkowy, niezwykle osobisty wymiar, stanie się zapisem kolejnego etapu artystycznej drogi aktora, którego obecność przez dekady definiowała polskie kino i teatr. Kinowa premiera została zaplanowana na 2027 rok.
„Król Maciuś Pierwszy” – pożegnanie z Teatrem Telewizji
Drugą premierą, na którą czekają widzowie, jest „Król Maciuś Pierwszy”, nowy spektakl Teatru Telewizji w reżyserii Tadeusza Kabicza. Jan Frycz wcielił się w nim w Prezesa Rady Ministrów, dołączając do imponującej obsady złożonej z Marka Kondrata, Danuty Stenki, Tomasza Kota, Karoliny Gruszki, Borysa Szyca i wielu innych znakomitych aktorów. Spektakl zapowiadany jest jako nowoczesna, familijna interpretacja klasycznej powieści Janusza Korczaka, a jego telewizyjna premiera została przygotowana jako jedno z najważniejszych wydarzeń nowego sezonu Teatru Telewizji. Spektakl zostanie wyemitowany we wrześniu tego roku.

Dziś te dwa oczekiwane tytuły, „Wanda” i „Król Maciuś Pierwszy”, przestają być wyłącznie zapowiedziami nowych produkcji. Stają się ostatnimi spotkaniami z aktorem, który nie przestawał tworzyć do samego końca. Pozostawił po sobie role już ukończone i projekty, nad którymi pracował niemal do ostatnich chwil. Dlatego nadchodzące premiery będą czymś więcej niż kolejnymi wydarzeniami repertuarowymi, staną się symbolicznym domknięciem niezwykle bogatej, wieloletniej drogi artystycznej Jana Frycza i okazją, by raz jeszcze zobaczyć jego wyjątkową ekranową obecność.
Zobacz też: Ten aktorski remake hitu Disneya robi prawdziwe wrażenie. Czy "Zaplątani" przyniosą studiu sukces?