Na festiwalu w Wenecji wystarczy jeden wieczór, by film z premiery zamienił się w wydarzenie. „Dziki Koń Dziewięć” Martina McDonagha właśnie wykonał ten ruch, przyciągnął uwagę, podkręcił emocje i sprawił, że nazwisko Johna Malkovicha zaczęło wybrzmiewać znacznie głośniej niż przed seansem.
WIDEO…
„Dziki Koń Dziewięć” podbił Wenecję
Są premiery, które kończą się brawami, i są takie, po których atmosfera na sali zaczyna żyć własnym rytmem. „Dziki Koń Dziewięć” wyraźnie należy do tej drugiej kategorii. Po światowym pokazie filmu Martina McDonagha w Wenecji widownia zareagowała wyjątkowo entuzjastycznie: relacje mówią o 13 lub 14 minutach owacji, a aplauz miał pojawiać się spontanicznie jeszcze w trakcie samego seansu. Trudno o bardziej efektowne wejście do festiwalowego obiegu.
Największą uwagę przyciągnął jednak John Malkovich, który podczas finałowych braw nie krył emocji. Aktor wciela się w Chrisa i właśnie ta kreacja niemal natychmiast zaczęła być wpisywana w kontekst sezonu nagród. Malkovich ma dwie nominacje do Oscara, ale dotąd nie zdobył statuetki. Sam wobec takich spekulacji zachowuje dystans, podkreślając znaczenie zainteresowania całym filmem. Wenecja zrobiła jednak swoje, uruchomiła rozmowę, która z festiwalowego korytarza bardzo szybko przeniosła się na grunt oscarowych przewidywań.
Zobacz też: Pawlikowski, Buchwald i Palkowski. Oto pełna lista filmów, które mogą stanąć do walki o Oscary 2027!
Mroczna historia ubrana w czarny humor
Fabuła „Dzikiego Konia Dziewięć” prowadzi w stronę wydarzeń poprzedzających zamach stanu w Chile w 1973 roku. Chris i Lee, agenci CIA grani przez Johna Malkovicha i Sama Rockwella, zostają wysłani z Santiago na Wyspę Wielkanocną. Z pozoru konkretna misja komplikuje się, gdy Chris nawiązuje kontakt z dwojgiem studentów, a polityczne napięcie zaczyna wnikać w coraz bardziej osobisty wymiar historii.

McDonagh nie zamyka jednak filmu w jednej tonacji. Polityczny ciężar zderza z czarnym humorem, melancholią i charakterystycznym wyczuciem niejednoznaczności. Obok Malkovicha i Rockwella pojawiają się Steve Buscemi, Parker Posey, Mariana Di Girolamo, Ailín Salas oraz Tom Waits. Całość osadzona jest w estetyce lat 70., a szerokie pejzaże i malarski charakter zdjęć sprawiają, że Wyspa Wielkanocna staje się czymś więcej niż widowiskowym tłem. Jej surowość wzmacnia poczucie izolacji i podkreśla osobliwość świata, w którym poruszają się bohaterowie.
Kulisy produkcji równie nietypowe jak sam film
„Dziki Koń Dziewięć” nie od początku miał formę, którą ostatecznie zobaczyła wenecka publiczność. Martin McDonagh rozwijał wcześniej inne warianty fabuły, w tym opowieść o ojcu i synu oraz historię dwóch aktorów. Dopiero kolejne przekształcenia scenariusza doprowadziły go do opowieści skoncentrowanej na CIA, Chile i wydarzeniach rozgrywających się wokół Wyspy Wielkanocnej. W gotowym filmie kameralna relacja bohaterów spotyka się więc z dużo szerszym kontekstem politycznym.
Nietypowa lokalizacja wymagała przy tym konkretnego zaplecza produkcyjnego. Na Wyspę Wielkanocną trzeba było transportować sprzęt filmowy oraz samochody odpowiadające epoce. Parker Posey pojawiła się na miejscu również po to, by uczestniczyć poza kadrem w scenach rozmów telefonicznych i wspierać partnerów podczas zdjęć. Ta dbałość o detale przekłada się na film, który po premierze w Wenecji natychmiast zyskał własny rozpęd. Długa owacja, emocjonalna reakcja Malkovicha i zainteresowanie jego rolą sprawiły, że „Dziki Koń Dziewięć” bardzo szybko znalazł się w centrum rozmów o sezonie nagród, choć na tym etapie trudno jeszcze przesądzać, dokąd ta droga rzeczywiście go zaprowadzi.




























