To miał być tylko nastrojowy przebój, a stał się jedną z najbardziej zagadkowych piosenek PRL. Utwór Zdzisławy Sośnickiej zniknął z anteny Polskiego Radia, choć publiczność ją pokochała. Dziwny tekst, kosmiczne obrazy i jedno skojarzenie, którego nikt nie wypowiedział wprost… Dlaczego ten utwór wzbudził taki niepokój?
WIDEO…
Ostatnia publikacja na FB 1.01.2026 r.
„Julia i Ja” - dwie zakazane kobiety w kosmosie
Piosenka „Julia i Ja” powstała w końcu lat 70. Tekst napisał znany autor Bogdan Olewicz, muzykę Marcel Trojan z popularnego wówczas zespołu Partita. „Gdy odjechał Wielki Wóz, zrobiło mi się żal / Wszyscy pojechali już / na Mleczną Drogę, na bal / A Julia i Ja przez całą noc szykujemy cudów moc…”, śpiewała Zdzisława Sośnicka, która miała już w swoim dorobku dużo przebojów. Była wielką gwiazdą, nosiła wspaniałe kreacje, wszyscy fascynowali się zmianami jej fryzur i koloru włosów – z ciemnego na blond, makijażem. Piosenka miała dziwny, tajemniczy tekst, który opowiadał o dwóch kobietach żyjących w kosmosie. Na odległej planecie spełniają one życzenia ludzi w zamian za „kropelkę krwi”. Może to dwie wampirzyce, a może kosmiczne wróżki.
W utworze pojawiają się odniesienia do elementów magicznych i kosmicznych, takich jak „dom ze złota na jednej z gwiazd” czy „klamka ze szkła, co sama gra”. Niektórzy interpretują te metafory jako odniesienia do ukrytych pragnień i emocji, które w czasach PRL-u nie mogły być wyrażane wprost. Sam autor nazywał tę piosenkę „bajką dla dorosłych”. Jedni widzieli w tym poetycki opis dwóch przyjaciółek, inni kosmiczną planetę Lesbos i opowieść o dwóch kochankach.
Czytaj także: Po długim czasie przerwała milczenie, tak dziś wygląda Zdzisława Sośnicka. Zmieniła się nie do poznania
Przebój z (nie)dwuznacznym podtekstem
Jak pisał Krzysztof Tomasik na portalu queer.pl: „To nie tylko jeden z największych przebojów Sośnickiej, ale też piosenka szczególnie dobrze poddająca się erotycznym interpretacjom. Może być zarówno opowieścią o parze lesbijek (już sam tytuł jest znaczący), albo lesbijek-wampirek („zapłatą będzie nam kropelka twojej krwi...”), ale także zachętą do trójkąta. Każdy może sam uznać, czym są szykowane przez całą noc „cuda”, a także o co chodzi w zdaniu: „jaki byłby jutro świat, gdyby nie Julia i ja”.
Przed laty, w PRL, taki odbiór nie byłby mile widziany. Tematyka homoseksualna była silnym tabu. Mąż Zdzisławy Sośnickiej i jej menedżer Jerzy Bajer usłyszał, że piosenka nie będzie grana w Polskim Radio. To było jak wyrok, tym bardziej, że wtedy nie istniało wiele stacji radiowych. Tylko kilka programów Polskiego Radia. Sama Zdzisława Sośnicka wspominała to tak: „Ja uważam, że to była recenzja, której mi nie powiedziano wprost. Dopiero po pewnym czasie powiedziano to mojemu menadżerowi, że ta piosenka nie będzie w Polskim Radiu nadawana, ponieważ to jest piosenka o lesbijkach. Konsternacja moja i mojego menadżera, czyli mojego męża [Jerzego Bajera], była nieprawdopodobna. Wtedy obudziło się coś takiego we mnie, że ja postanowiłam walczyć: jak można tak powiedzieć o tej piosence, skoro nic o tym nie świadczy, a nawet gdyby, to co! (...). W ten sposób znalazłam się w Studio 2 w Telewizji Polskiej, bardzo znanym w tamtym czasie (...). Pokazałam tę piosenkę Mariuszowi Walterowi i on się zapalił, żeby zrobić cały recital”, opowiadała piosenkarka w programie „Kultowe rozmowy”. Sośnicka, chociaż była zaskoczona takim odbiorem piosenki, nie ukrywała, że cieszy ją uznanie, jakim darzy ją społeczność LGBT.
Czytaj także: Zdzisława Sośnicka poznała Jerzego Bajera, gdy miała 18 lat. „Mąż mnie ukształtował i nauczył życia”

– Sam wiedział dobrze, czego chce?
Czasem pokazywał mi swoje nowe kompozycje i pytał, co myślę. Wolę rozwiązania minimalistyczne, Czesław odwrotnie – ornamenty, ozdobniki, zagęszczał aranżacje. „Strasznie dużo się tu dzieje”, mówiłam. A on lekko uśmiechał się i przekornie odpowiadał: „Tak, co powiesz?”. Ale jeśli pisał wiersz czy felieton, byłam pierwszą recenzentką, brał pod uwagę moje sugestie. To niesamowite, ale nie uczył się w szkole polskiego. Urodził się w Starych Wasiliszkach, małej polskiej wsi, która po 1939 roku znalazła się poza naszymi granicami. W szkole uczono języka rosyjskiego, ale w domu mówiło się po polsku. Z drugą repatriacją rodzina Wydrzyckich wyjechała do Polski. Stało się tak za namową Czesława, któremu groziła służba w sowieckiej armii.
– Mocna osobowość, wpłynął na Panią? Będąc modelką trudno nie poddać się fascynacji modzie. Pani się udawało. To jego zasługa?
Pamiętam, kiedyś kupiłam sukienkę i mówię do męża: „Zobacz, to teraz modne”. A on: „No to co, że modne”. Dla niego nie był to wyznacznik, że skoro zgodne z trendami, to dobre. Czesław miał taki własny radar, jak chodzi o garderobę, był może kontrowersyjny, ale pozostawał sobą.
– Mąż coś kiedyś Pani w życiu narzucił?
Mieliśmy różne zdania, jeśli chodzi o szkołę dzieci. Wolałam, żeby dziewczynki poszły do zwykłej podstawówki. „Bo spokojne dzieciństwo”, argumentowałam. Czesław uważał, że powinny uczyć się gry na instrumentach, a mając warsztat muzyczny, kiedyś same zdecydują, w jakim kierunku pójść.
Zobacz też: Jakim tatą był Czesław Niemen? Natalia Niemen szczerze o wierze, muzyce i legendzie ojca
Bogdan Olewicz: to był dar od kosmitów
Sam Bogdan Olewicz nazywał piosenkę darem kosmitów. Jak opowiadał, inspiracja pojawiła się podczas jego spotkania z kompozytorem Wojciechem Trzcińskim. Obaj zobaczyli na niebie grę złocistych kul „(...)bardzo wysoko, może w stratosferze, odbywał się zadziwiający taniec złotych kul, z tej odległości - punkcików. Przybliżały się do siebie i oddalały, wymijały. Nie były meteorytami, bo nie spadały. Wreszcie zniknęły. Wróciłem do domu, a kiedy obudziłem się nazajutrz,
„Julia i Ja” wzrusza do dzisiaj
Tak czy inaczej, „Julia i Ja” stała się wielkim przebojem. Do dzisiaj – a minęło ponad 40 lat - to jedna z najbardziej lubianych piosenek Zdzisławy Sośnickiej. Nastrojowa, pełna uroku, klimatyczna. Jej tajemniczy tekst, który pozwala domyślać się różnych rzeczy i otwiera pole dla wyobraźni, jest jej ogromnym atutem. Gdy piosenkarka zaśpiewała ją na festiwalu w Opolu w końcu lat 90., ubrana w złotą kreację, po pierwszych taktach muzyki rozległy się ogromne brawa. Zdzisława Sośnicka pozostała także jedną z ulubionych gwiazd środowiska LGBT, miedzy innymi na portalu queer.pl jest kultywowana pamięć o piosenkarce, która dzisiaj bardzo rzadko występuje i jest przede wszystkim legendą naszej estrady.
Czytaj także: Wyśpiewali wielki hit, łączyła ich wyjątkowa relacja. Zdzisława Sośnicka wspomina przyjaciela






























