Netflix po raz kolejny pokazuje, że wielka klasyka może zachwycić zupełnie nowe pokolenie widzów. „Na wschód od Edenu” szybko stało się kolejnym sukcesem platformy i zajęło 1. miejsce w rankingu platformy. Za jego popularnością kryje się jednak coś więcej niż znany tytuł. Florence Pugh, rodzinne tajemnice i niezwykłe dziedzictwo Kazanów sprawiają, że od tej historii trudno się oderwać.

WIDEO…

player placeholder

Steinbeck powraca, ale w serialowej wersji

Są historie, które nie starzeją się razem ze swoimi ekranizacjami. Zamiast tego wracają co kilka dekad, zmieniają twarze, rytm i język, ale wciąż opowiadają o tych samych pragnieniach, winach i rodzinnych pęknięciach. Tak właśnie jest z kultowym „Na wschód od Edenu”. Nowa, siedmioodcinkowa adaptacja Netflixa, która zadebiutowała 1 października 2026 roku, sięga po powieść Johna Steinbecka z 1952 roku i dziś zajmuje 1. miejsce najchętniej oglądanych seriali platformy.

Tym razem w centrum uwagi znajduje się Florence Pugh jako Cathy Ames. Obok niej Christopher Abbott gra Adama Traska, a Mike Faist jego brata Charlesa. To wciąż opowieść o rodzinie, konflikcie, dobru i złu, nad którą nieustannie unosi się biblijny motyw Kaina i Abla. Jednym z najważniejszych pojęć pozostaje „timszel”, odnoszące się do wolnej woli i możliwości wyboru. Serialowy format pozwala szerzej niż wcześniejszy film wejść w świat Steinbecka i poświęcić więcej miejsca bohaterom oraz ich relacjom.

Zobacz także:

Zobazcz też: Wielka produkcja z Tomem Cruisem kinową klapą. Widzowie rozczarowani, ale wielcy reżyserzy bronią filmu Iñárritu

Historia Kazanów zatacza koło

Nie sposób mówić o nowym serialu bez filmu Elii Kazana z 1955 roku. To właśnie w „Na wschód od Edenu” James Dean stworzył jedną ze swoich ikonicznych ról, wcielając się w Cala Traska. Film obejmował jednak tylko część rozległej historii z książki. Ponad 7 dekad później do Steinbecka wraca wnuczka reżysera, Zoe Kazan, scenarzystka, producentka wykonawcza i współshowrunnerka nowej adaptacji.

na wsch

Kazan zaczęła rozwijać projekt w 2020 roku, po tym, jak zobaczyła Florence Pugh w „Midsommar. W biały dzień”, z kolei sama Pugh została także producentką wykonawczą. Pierwsze cztery odcinki wyreżyserował Garth Davis, natomiast trzy kolejne Laure de Clermont-Tonnerre. Choć historia związana jest z Kalifornią, zdjęcia powstawały w Nowej Zelandii, która na ekranie przeobraziła się w świat Trasków.

Co mówią recenzje „Na wschód od Edenu”?

W recenzjach szczególnie mocno wybrzmiewa nazwisko Florence Pugh. Krytycy podkreślają intensywność jej kreacji oraz fakt, że serial daje Cathy więcej psychologicznego kontekstu. Wśród najmocniejszych elementów produkcji wymieniana jest także rola Hoon Lee jako Lee. Nowe „Na wschód od Edenu” zbiera pochwały za rozmach, zdjęcia, emocjonalność i aktorskie kreacje.

Nie wszystkie opinie są jednak bezkrytyczne. Recenzenci zauważają, że skupienie tak dużej uwagi na Cathy odbywa się momentami kosztem innych bohaterów, a efektowna saga rodzinna nie zawsze osiąga filozoficzną głębię literackiego pierwowzoru. Być może właśnie w tym napięciu kryje się największa siła serialu: Zoe Kazan nie próbuje odtworzyć filmu swojego dziadka ani powtórzyć legendy Jamesa Deana. Wraca do Steinbecka po swojemu, z Florence Pugh w centrum i siedmioma odcinkami, by raz jeszcze otworzyć drzwi do Edenu.

Zobazcz też: Tych premier nie można przegapić! Netflix odkrywa nowości, które w październiku wbiją widzów w fotel