Czy klasykę należy chronić przed zmianą, czy przeciwnie – pozwolić jej mówić językiem kolejnego pokolenia? „Lalka” Netflixa bez wahania wybiera tę drugą drogę. Zamiast bezpiecznej ekranizacji daje opowieść ostrzejszą, bardziej cielesną i wyraźnie współczesną. Jednych fascynuje jej bezczelność, innych drażni niemal wszystko, co twórcy dopisali Prusowi.

WIDEO

player placeholder

„Lalka” na szczycie Netflixa, ale sukces nie uciszył krytyków

„Lalka” błyskawicznie wspięła się na 1. miejsce rankingu Netflixa w Polsce, ale nawet ten sukces nie ochronił serialu przed falą krytyki. Produkcja Pawła Maślony niemal od razu podzieliła widzów, jedni zobaczyli w niej odważne i inteligentne odczytanie Prusa, inni zbyt daleko posuniętą ingerencję w kanoniczną powieść. Pierwsze kontrowersje zaczęły się jeszcze przed premierą. W kampanii promocyjnej Tomasz Łęcki został opisany przez „daddy issues”, a Kazimierz Starski jako „klasyczny toy boy”. Po premierze dyskusja tylko się zaostrzyła. W recenzjach i komentarzach wracały zarzuty o wulgaryzmy, zbyt współczesny język, brutalność i fabularną swobodę, która momentami pozostawia z pierwowzoru raczej konstrukcję niż wierny zapis.

Tomasz Raczek staje jednak zdecydowanie po stronie twórców. W swojej wideorecenzji szczególnie wysoko ocenia scenariusz Pawła Demirskiego, jego swobodę, odwagę i sposób rozwijania bohaterów poza ramy książki. Chwali także reżyserię Maślony, Sandrę Drzymalską, Tomasza Schuchardta i cały casting. Jeszcze przed premierą mówił, że najbardziej ciekawi go właśnie Drzymalska jako nowoczesna Izabela Łęcka. Po seansie jego ton jest jednoznacznie entuzjastyczny. Raczek nie traktuje odejścia od Prusa jako błędu, ale jako zasadniczy pomysł tej wersji. I właśnie tutaj przebiega najciekawsza linia sporu: to, co dla części widzów jest profanacją klasyki, dla niego staje się dowodem, że twórcy naprawdę mają własny pomysł na „Lalkę”.

Zobacz także:

Zobacz też: Kim jest Dariusz Chojnacki, nowy Rzecki z „Lalki”? Ma znaną żonę, dwie córki i niezwykłą rodzinną historię

Izabela dostała własne życie, a Prus – nowe zakończenie

Największa zmiana dotyczy kobiet. Izabela Łęcka Sandry Drzymalskiej przestaje być wyłącznie obiektem obsesji Wokulskiego. Ma własne ambicje, chce pisać, interesuje się „Bluszczem” i próbuje znaleźć dla siebie miejsce poza małżeństwem oraz arystokratycznym rytuałem. Serial wzmacnia ten emancypacyjny ton także przez wprowadzenie prawdziwych postaci historycznych. Pojawia się słynny pisarka, Eliza Orzeszkowa, grana przez Agnieszkę Grochowską, a także Anna Tomaszewicz-Dobrska (w serialu Zofia Dobska), czyli kobieta, która jako pierwsza przeprowadziła zabieg cesarskiego cięcia w Polsce, w którą wciela się Monika Frajczyk. Do świata ekranizacji wchodzą więc kobiety realnie związane z historią emancypacji i przemian społecznych. Ten kierunek nie ogranicza się do dialogów, serial pokazuje menstruację, lęk przed ciążą, macierzyństwo, przemoc oraz zależność ekonomiczną kobiet.

Równie mocno zmieniony został finał. Ignacy Rzecki nie umiera, zostaje z Marianną i razem z nią prowadzi sklep. Izabela nie kończy historii tak jak w powieści, a wątek klasztoru okazuje się elementem fortelu. Inaczej rozegrany zostaje też los Wokulskiego, którego samobójstwo jest upozorowane. Końcówka zaczyna przez to przypominać niemal heist movie: pojawia się plan, mistyfikacja, współpraca bohaterów i próba przechytrzenia otoczenia. Twórcy nie zachowują więc prusowskich niedopowiedzeń, lecz dopisują własne rozwiązania. Właśnie wtedy staje się jasne, że nie interesuje ich klasyczna ekranizacja, ale wariacja na temat powieści, z nowym rytmem, nową hierarchią postaci i zdecydowanie bardziej współczesnym spojrzeniem.

„Lalka” nie chce być elegancką pocztówką

Serial Maślony konsekwentnie odrzuca wygładzony obraz XIX wieku. Pod kostiumami, gorsetami i salonami pojawiają się fizjologia, seks, przemoc i krew. Jednym z najmocniejszych elementów jest wątek porodu oraz cesarskiego cięcia, związany z postacią Anny Tomaszewicz-Dobrskiej. To nie jest dekoracyjny szczegół, ale część szerszego pomysłu, by pokazać rzeczywistość kobiet nie od strony bali i sukien, lecz od strony ciała, ryzyka i ograniczeń. Tak samo działa perspektywa Marianny, która pozwala zejść z salonów do świata służby, pracy i zależności. Arystokratyczna elegancja nadal jest obecna, ale serial nie pozwala zapomnieć o tym, co znajduje się pod spodem – długi, przemoc, alkohol, seksualność i społeczna hierarchia.

Najwięcej emocji budzi jednak język. Bohaterowie przeklinają, bywają brutalni i momentami mówią znacznie bardziej współcześnie, niż oczekiwaliby widzowie tradycyjnej ekranizacji Prusa. Dla części odbiorców właśnie tutaj serial przekracza granicę i zaczyna zbyt demonstracyjnie modernizować klasykę. Dla innych to świadomy sposób na wyrwanie jej z muzealnej gabloty. Raczek wyraźnie należy do tej drugiej grupy. Nie szuka w serialu ilustracji książki scena po scenie, lecz autorskiej rozmowy z pierwowzorem. I to najlepiej tłumaczy, dlaczego „Lalka” tak mocno podzieliła Polaków. 

Zobacz też: Tytuł „Lalki” skrywa zaskakującą historię. Ma niewiele wspólnego z Łęcką