To była jedna z najgłośniejszych premier Festiwalu Filmowego w Wenecji, Nagroda Specjalna Jury i film, o którym szybko zaczęto mówić daleko poza światem kina. „NAZA” Yuvala Abrahama i Rachel Szor wywołała polityczną burzę w Izraelu, a podczas Festiwalu w Gdyni o solidarność z jej twórcami apelowała ze sceny Agnieszka Holland. Dziś dokument jest nie tylko wydarzeniem filmowym, ale także punktem zapalnym międzynarodowej debaty.

WIDEO…

player placeholder

Twórcy „Nie chcemy innej ziemi” kierują kamerę na Gazę

Yuval Abraham i Rachel Szor wracają z filmem, który wyrasta z zupełnie innego rodzaju napięcia niż klasyczny dokument obserwacyjny. Ich poprzednia produkcja, „Nie chcemy innej ziemi”, w 2025 roku otrzymała Oscara dla najlepszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego. W „NAZA” kamera znów staje się narzędziem dochodzenia, ale tym razem punktem wyjścia są głosy ludzi funkcjonujących wewnątrz wojskowego systemu. Film powstał na podstawie rozmów z 24 izraelskimi oficerami wywiadu i żołnierzami.

Te rozmowy prowadzono nocą, na dachach Tel Awiwu. Bohaterowie opowiadają o systemach, które współtworzyli i obsługiwali, a także o sposobach podejmowania decyzji podczas działań wojennych w Strefie Gazy. W centrum znajdują się procedury, technologia i dane. „NAZA” jest efektem ponad trzech lat pracy dziennikarskiej i śledczej Abrahama i Szor, a producentem wykonawczym dokumentu został Jonathan Glazer.

Zobacz także:

Zobacz też: Pablo Picasso przeżył w Warszawie niewiarygodną przygodę. Teraz powstał o tym film z Andrzejem Sewerynem w roli głównej

25 minut owacji w Wenecji

Światowa premiera „NAZA” odbyła się w Konkursie Głównym Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. Film otrzymał tam Nagrodę Specjalną Jury, ale festiwalowa historia dokumentu nie skończyła się na werdykcie. Twórców nagrodzono także 25 minutami owacji na stojąco, reakcją, która szybko stała się jednym z najgłośniejszych elementów weneckiego festiwalu.

Po Wenecji historia filmu przeniosła się jednak z sal kinowych w przestrzeń politycznego sporu. Dokument spotkał się z ostrą krytyką w Izraelu. Minister kultury Miki Zohar mówił o odebraniu twórcom obywatelstwa, a wobec filmowców pojawiły się również groźby i określenia „zdrajcy”. Z kolei, Izraelski Związek Dziennikarzy potępił kampanię zastraszania skierowaną przeciwko Abrahamowi i Szor.

Agnieszka Holland staje po stronie twórców „NAZA”

Sprawa dotarła również do Polski. Podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Agnieszka Holland wystąpiła w imieniu zarządu Gildii Reżyserów Polskich i zaapelowała o solidarność z Yuvalem Abrahamem i Rachel Szor. Podkreślała, że autorzy „NAZA” stworzyli film jako Izraelczycy, kierowani poczuciem obowiązku przyjrzenia się działaniom własnego państwa. W jej wystąpieniu wybrzmiała także obrona prawa artystów do podejmowania tematów, które budzą polityczne emocje.

holland

Apel Holland spotkał się jednak z gwałtowną odpowiedzią Feliksa Falka. Reżyser „Komornika” zwrócił się do niej publicznie, pisząc: „Agnieszko, moja dawna przyjaciółko, zachowujesz się obrzydliwie”. Zarzucił jej szerzenie propagandy i zakwestionował zarówno wymowę „NAZA”, jak i sposób przedstawiania jego twórców. Nazwał Abrahama i Szor „karierowiczami”, a ich film określił jako „niewiarygodny” i wymierzony we własny kraj. Jednocześnie przeciwstawił mu „Zieloną granicę” Holland, którą uznał za film „prawdziwy i szczery”. W ten sposób „NAZA” stała się czymś więcej niż festiwalowym wydarzeniem: uruchomiła spór o granice dokumentu, odpowiedzialność twórcy i cenę, jaką może mieć kino wchodzące w sam środek politycznego konfliktu. Do polskich kin film wejdzie jeszcze w tym roku za sprawą firmy dystrybucyjnej So FILMS.

Zobacz też: Jest zwiastun nowego filmu Jana Holoubka. Już wiadomo, dlaczego „Dziki, dziki wschód” tak spodobał się w Ameryce