Słynny aktor i kompozytor dołącza do obsady nowego dramatu muzycznego. Ta opowieść splata losy wybitnych artystów z politycznymi napięciami lat 80.
Historia potrafi zmieniać świat, ale czasem to właśnie muzyka nadaje jej nowy rytm. „The Road Home” przenosi widzów do czasu wielkich podziałów i jeszcze większych wyborów, opowiadając o ludziach, którzy odważyli się przemówić tam, gdzie inni musieli milczeć.

Są filmy, które opowiadają o muzyce, i są takie, które pokazują, jak wielką siłę może mieć ona w zderzeniu z historią. „The Road Home” należy do tej drugiej kategorii. Osadzona w realiach apartheidu opowieść splata losy wybitnych artystów z politycznymi napięciami lat 80., przypominając o cenie odwagi, sile solidarności i roli kultury w przełamywaniu podziałów. To historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, w której muzyka staje się językiem wolności.
Muzyka przeciw apartheidowi
Bill Condon, twórca nagrodzonego Oscarem „Dreamgirls”, staje za kamerą filmu „The Road Home”, historycznego dramatu muzycznego osadzonego w cieniu apartheidu i narodzin przełomowego albumu „Graceland” Paula Simona. Scenariusz napisał Michael Bronner, a produkcja powstaje w Afryce. Nie będzie to jednak klasyczna biografia jednego artysty. Twórcy koncentrują się na splocie losów muzyków, aktywistów i ludzi, którzy próbowali przeciwstawić się politycznej rzeczywistości za pomocą sztuki.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Najgłośniejszą wiadomością ostatnich dni pozostaje angaż Johna Legenda do roli Harry’ego Belafonte. W obsadzie znaleźli się również Thabo Rametsi jako Hugh Masekela, Cynthia Erivo jako Miriam Makeba, Johnny Flynn w roli Paula Simona oraz Guy Pearce, który wciela się w arcybiskupa Trevora Huddlestona. Legend nie ukrywa, że postać Belafonte ma dla niego wymiar osobisty, określił go jako przyjaciela, mentora i współpracownika w walce o sprawiedliwość, podkreślając, że możliwość zagrania tej roli traktuje jako wielki zaszczyt.
Harry Belafonte i prawdziwa historia, która zainspirowała „The Road Home”
Choć film rozgrywa się wokół wydarzeń związanych z albumem „Graceland”, jego sercem pozostaje historia południowoafrykańskiego trębacza Hugha Masekeli, opowiedziana z jego perspektywy. Akcja przenosi widzów do lat osiemdziesiątych, gdy Paul Simon nagrywał materiał z południowoafrykańskimi muzykami, wywołując międzynarodową debatę. Część środowisk antyapartheidowych uznała bowiem, że złamał obowiązujący bojkot kulturalny ONZ wobec Republiki Południowej Afryki. Film pokazuje, jak sztuka stała się polem konfliktu między polityką, solidarnością i pragnieniem dotarcia z muzyką do całego świata.

W tej historii Harry Belafonte nie jest jedynie legendarnym wykonawcą. Produkcja przypomina jego rolę jako jednego z najważniejszych amerykańskich działaczy wspierających walkę z apartheidem. Belafonte finansowo wspierał Hugh Masekelę podczas wieloletniego wygnania, angażował się w działania na rzecz sprawiedliwości społecznej i współpracował z Paulem Simonem oraz Quincym Jonesem przy inicjatywach o globalnym znaczeniu, a także został uhonorowany Oscarem Specjalnym za swoją humanitarną działalność. Twórcy filmu zapowiadają opowieść o odwadze, poświęceniu i sile kultury, która potrafi przekraczać polityczne granice.
Kulisy produkcji
Zdjęcia do „The Road Home” realizowane są w Republice Południowej Afryki, a twórcy podkreślają, że zależy im na jak najwierniejszym odtworzeniu realiów epoki. Produkcja korzysta również z udziału producenta albumu „Graceland”, Hiltona Rosenthala, który odpowiada za przygotowanie nowych nagrań utworów Paula Simona, Hugh Masekeli i Miriam Makeby wykorzystanych w filmie. Dzięki temu muzyka ma być nie tylko tłem wydarzeń, lecz jednym z głównych bohaterów całej opowieści.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Interesująco zapowiada się także sam wybór Johna Legenda. Choć kojarzony przede wszystkim z karierą muzyczną, artysta od lat angażuje się społecznie, dlatego obsadzenie go w roli Belafonte wydaje się mieć również wymiar symboliczny. Twórcy określają „The Road Home” jako historię o oporze, poświęceniu i niezwykłej sile ludzkiego ducha, a producent i odtwórca roli Hugh Masekeli, Thabo Rametsi, mówi o filmie jako o hołdzie dla ludzi, którzy zmieniali świat nie tylko muzyką, lecz także odwagą. Wszystko wskazuje na to, że powstaje produkcja próbująca uchwycić moment, w którym historia, polityka i sztuka spotkały się w jednym z najważniejszych rozdziałów współczesnej kultury muzycznej.
Zobacz też: Wszystko, co musisz wiedzieć przed seansem nowego "Spider-Mana"! Kinowa premiera już dziś